„Piórko” 2018 Biedronki

Zdałam sobie niedawno sprawęiż w konkursie Biedronki na książkę dla dzieci, o wdzięcznej nazwie "Piórko", brałam udział już pięciokrotnie. Trzykrotnie stając w szranki konkurencji dla ilustratorów oraz dwukrotnie w etapie pierwszym, dla autorów tekstów bajek. Przy czym w tym roku, mimo ogólnej, jak ja sama postrzegam mijający mi rok dwa tysiące osiemnasty, degrengolady (no, zawodowej), … Czytaj dalej „Piórko” 2018 Biedronki

Reklamy

Starsza pani z ogrodu zoologicznego

Wśród gałęzi otaczających placyk rozłożystych klonów hulał zimny wiatr. Był to jeden z tych listopadowych dni, które dobitnie uzmysławiają rychłe nadejście zimy. Prawda, śniegiem sypało dotąd jak na lekarstwo, ale już takie rzeczy się zdarzały, więc nikt specjalnie nie dostrzegał w tym jakiejś niepokojącej anomalii. Przynajmniej nikt z osób dorosłych. Asia siedziała z naburmuszoną miną … Czytaj dalej Starsza pani z ogrodu zoologicznego

Lot herme(neu)tyczny

– Yhym – odchrząknęła Ruda, stając przy krawędzi przepaści. – Proszę o uwagę, o maksymalne skupienie połączeń nerwowych, bo oto – zawiesiła teatralnie głos – chciałam coś państwu n-a-p-i-s-a-ć. Nim jednak doszło do tego wiekopomnego wydarzenia, zerwał się wiatr okropeczny, czkawką dychawiczną odbijający się o ściany kanionu. Ruda rozpostarła ręce, zamachała nimi majestatycznie, jak orzeł … Czytaj dalej Lot herme(neu)tyczny

Vaquitas vaquitatum… Zanim umrze ostatni.

Meksykańskie słońce prażyło niemiłosiernie. Aż nie sposób było cieszyć się delikatnym chybotaniem łodzi, skaczącej z wesołym chlupotem na lazurowych falach Zatoki Kalifornijskiej. Miguel mruczał coś pod nosem krzątając się po pokładzie, pozornie bez ładu i składu, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że wszystkie jego ruchy są dokładnie obliczone i celowe. Tak długo pływał na tym … Czytaj dalej Vaquitas vaquitatum… Zanim umrze ostatni.

Powstanie Groniemira

- Co to? - Matylda, Czarna Pantera oraz nieoczekiwanie po długiej przerwie przybyły Gabriel pochylili się nad kartką papieru. Rozalynd poprawiła się na krześle, co wyglądało trochę jakby mebel ów niewinny w jakiś przykry sposób dokuczał jej pośladkom. Zająwszy wreszcie znośną pozycję, wygładziła położony chwilę temu ku zdumieniu wzmiankowanego gremium papier. Zerknęła przy tym nań … Czytaj dalej Powstanie Groniemira

Urywki z żywota jej wysokości

I stało się tak ("... jak gdyby nigdy nic nie było" - dośpiewuje mi się samo w myślach, na kształt już odruchu warunkowego), że wysiadł mi narząd dość istotny w codziennym funkcjonowaniu, to jest prawa ręka. Choć oddać trzeba sprawiedliwość pozostałym narządom, że jednak większość z nich jest bardzo potrzebna, o czym oczywiście przekonujemy się … Czytaj dalej Urywki z żywota jej wysokości

O silikonie i upośledzonej spostrzegawczości

Jak na kobietę jestem istotą żałośnie mało spostrzegawczą. Dość powiedzieć, że na studiach cierpiałam katusze pozostając w niewiedzy co do obiektu świeżo mi przekazywanej plotki, kiedy nie pomagały ani szczegółowy opis ubioru danej osoby, ani wnikliwa charakterystyka jej relacji społecznych, ani nawet, Boże zmiłuj, personalia. Albo, że zmianę fryzury u koleżanki z pracy odnotowuję najwcześniej … Czytaj dalej O silikonie i upośledzonej spostrzegawczości

Share Week 2018

Share Week 2018. Akcja, na którą czaiłam się jak dzika fretka już od jakiegoś czasu. I wreszcie jest! O co chodzi? W skrócie: blogerzy polecają czytanych przez siebie blogerów. Żeby nie było zbyt łatwo, trzeba się ograniczyć do trzech. Dokładny opis akcji, wraz z regułami itede, u jej założyciela, Andrzeja Tucholskiego, tutaj. Swoją listę układałam … Czytaj dalej Share Week 2018

Święta z zaskoczenia. I chrzest. Bojowy.

Zbliżały się święta i Mariannę gryzło podskórne przeświadczenie, że coś chyba jeszcze miała zrobić. Że w ogóle coś planowała. Przygotować, czy upiec, czy zorganizować...? Coś jej jakby umknęło. Zerknęła w kalendarz. Och. Święta były znacznie bliżej niż się spodziewała. Któż, u kaduka, ośmielił się jej skraść kilka przedświątecznych dni? Na oko z dziesięć? - Policzmy … Czytaj dalej Święta z zaskoczenia. I chrzest. Bojowy.

O czytelniczym rasiźmie i śmierci legendy

W pewien grudniowy wieczór - niestety nie śnieżny, biały i puchowy, o nie, nic z tych rzeczy, mamy ocieplenie klimatu i grudzień się tej koncepcji twardo w ten wieczór, a był to wieczór wczorajszy, trzymał - robiąc rutynową przebieżkę po nagłówkach świeżo namnożonych w skrzynce maili zostałam w twarz uderzona niespodziewaną wieścią. Co tu kryć, … Czytaj dalej O czytelniczym rasiźmie i śmierci legendy

A wy kiedy w końcu będziecie mieć dziecko?

Puszczasz takie pytanie w eter i dziwisz się, że pada jakaś wymijająca, bądź głupia odpowiedź. Typu "nie stać nas na dziecko" (abstrahując od przypadków, kiedy jednak taki argument jest cokolwiek prawdziwym), czy "najpierw kariera", lub "nie chcemy mieć dziecka". Oczywiście nie zamierzasz na tym poprzestać, w końcu jesteście rodziną/dobrymi znajomymi z pracy/wymieniającymi codziennie polityczne uwagi … Czytaj dalej A wy kiedy w końcu będziecie mieć dziecko?

O różowych żłobkach. Czy coś w stylu tęczowego jednorożca.

Dzisiaj będzie krótko (ale może za to treściwie), gdyż ogary zwęszyły trop zająca i poszły w las. Co skutkuje czasochłonącym (właśnie tak, nie inaczej pisanym) polowaniem na chyżego długoucha, któren chwilami wygląda mi trochę na takiego kreowanego lustrzaną powierzchnią. Ale nie, to wszystko siedzi w mojej głowie, to wszystko mój wymysł, zając jest realny! ("Zły … Czytaj dalej O różowych żłobkach. Czy coś w stylu tęczowego jednorożca.