Jak skrewić sobie fanpejdża?

- Więc jak do tego doszło, Roz? - zapytała Matylda, odgarniając bujne loki z czoła. - Z fanpejdżem? - Rozalynd zabulgotała szejkiem przez słomkę. Matylda pokiwała skwapliwie głową, przez co loki znów spadły jej na oczy. - Odkąd pamiętam wkurzały mnie nieproszone dobre rady. Wiesz to, nie? Matylda znów pokiwała i dała sobie spokój z … Czytaj dalej Jak skrewić sobie fanpejdża?

Reklamy

Wieczorne dylematy z Piórkiem w tle

- Wykopyrtłaś się? - zaskrzeczała jakże spostrzegawczo dziewczynka w typie Matyldy (na pewno nie była to bowiem Matylda, gdyż Matylda zwyczajnie nie skrzeczy. No nie i już.) - To otrzep kolanka i dyrdaj dalej!Niezwykle prawdziwym było to przekonanie, jednakże ja sama, rysując sobie takowe, przekonać się nim nie mogłam. Po części, tłumaczę to sobie, całą … Czytaj dalej Wieczorne dylematy z Piórkiem w tle

Boj-ę żłobkowe

Czarna Pantera spojrzała spode łba na odpicowaną do bólu arystokratycznych kocich gałek ocznych Matyldę. Przyznać musiała w duchu, iż ta wyglądała oszałamiająco w dopasowanej krwistoczerwonej sukni, z delikatną koronką na plecach, rozkloszowującą się bufiasto poniżej wciętej linii talii. Oszałamiająco JAK ZAWSZE, wypada dodać z kronikarskiej dokładności. Szał szałem, sama jednak ubrana w skromny szary dres … Czytaj dalej Boj-ę żłobkowe

Empatyczny brak empatii, czyli coś na kształt…

Kilka dni wstecz. Pogrzeb ojca chrzestnego Czarnej Pantery. Mnóstwo ludzi, na czarno, na szarokolorowo, na posępnie. Artyści, muzycy, rodzina, dalsi i bliżsi znajomi. Jeden z pierwszych ciepłych dni tej wiosny. - Chcieliśmy Jego i Ciocię zaprosić do nas jak się zrobi ładnie. Jeszcze nie byli u nas, odkąd kupiliśmy dom - mówi Czarna Pantera ze … Czytaj dalej Empatyczny brak empatii, czyli coś na kształt…

Retrospekcje szeregowej

Szczury uciekały w panice z tonącego okrętu. Jedne, o mniejszej chyba nieco inteligencji od pozostałych, skakały desperacko w wysokie wody z chlupotem rozbijające się o burty. A może one po prostu były lepszymi pływakami? Inne, znalazłszy linę przerzuconą pomiędzy pokładem a szalupą, z dzikim wizgiem kotłowały się przy niej, niepomne na wszelkie względy koleżeństwa i … Czytaj dalej Retrospekcje szeregowej

Po pierwszej Wielkanocy z dzieckiem

Przeżyłam święta. W jednym kawałku, bez zauważalnych zmian w psychice, bez odnotowanego uszczerbku na przyzwoitym humorze. Przyzwoitym, a nie dobrym, gdyż jednak trzeba było ruszyć szanowne cztery literki z przytulnego gniazdka z widokiem na las i kwitnące jabłonie, i gdzieś jechać. Przyznać muszę, iż nie było źle. Nie było aż tak, jak się obawiałam, że … Czytaj dalej Po pierwszej Wielkanocy z dzieckiem

Zdążyć przed refleksją

Jest tak. Siedzę sobie na łóżku, ręce mam pełne śpiącego Młodego. Wdycham jego maślany zapach (wyczytałam gdzieś w bezkresnych internetach o rewelacyjnej i niepodważalnej skuteczności MASŁA na ciemieniuchę. A że postanowiłam w miarę możliwości nie traktować delikatnej skóry Młodego zbędną chemią, to ochoczo z takiej porady skorzystałam. Proszę bardzo - zjedzcie i zjedźcie mnie jeśli to … Czytaj dalej Zdążyć przed refleksją

Wypuszczam na wiatr… pegaza

Najtrudniejszy jest (zawsze?) pierwszy krok. Krok, nie myśl o nim. Myśli jest tysiące, jedna lepsza od drugiej, a potem po kolei dławione przez rzeszę oponentów. Lenistwo, niewiarę w powodzenie, w sens, we własne siły. Słabą organizację czasu. Przez konkurencyjne myśli w końcu. Dobra. Wykonuję to najtrudniejsze. Powoli podnoszę nogę... I pojawiają się jak najbardziej zasadne … Czytaj dalej Wypuszczam na wiatr… pegaza