A wy kiedy w końcu będziecie mieć dziecko?

Puszczasz takie pytanie w eter i dziwisz się, że pada jakaś wymijająca, bądź głupia odpowiedź. Typu "nie stać nas na dziecko" (abstrahując od przypadków, kiedy jednak taki argument jest cokolwiek prawdziwym), czy "najpierw kariera", lub "nie chcemy mieć dziecka". Oczywiście nie zamierzasz na tym poprzestać, w końcu jesteście rodziną/dobrymi znajomymi z pracy/wymieniającymi codziennie polityczne uwagi … Czytaj dalej A wy kiedy w końcu będziecie mieć dziecko?

Reklamy

O różowych żłobkach. Czy coś w stylu tęczowego jednorożca.

Dzisiaj będzie krótko (ale może za to treściwie), gdyż ogary zwęszyły trop zająca i poszły w las. Co skutkuje czasochłonącym (właśnie tak, nie inaczej pisanym) polowaniem na chyżego długoucha, któren chwilami wygląda mi trochę na takiego kreowanego lustrzaną powierzchnią. Ale nie, to wszystko siedzi w mojej głowie, to wszystko mój wymysł, zając jest realny! ("Zły … Czytaj dalej O różowych żłobkach. Czy coś w stylu tęczowego jednorożca.

Jak cukrzyca ciążowa mnie uratowała

Czarna Pantera poprawiła okulary na kocim nosie. Odeszła kilka kroków i przyjrzała się krytycznie nagłówkowi przekrzywiając głowę. - Bardziej "klikalny" - orzekła w końcu - byłby tytuł "Jak cukrzyca ciążowa uratowała moje życie". Ann pokiwała głową. - Tak, ale nie czułabym się chyba komfortowo z taką przesadą. Choć nie jest, oczywiście, wykluczonym, że i takie … Czytaj dalej Jak cukrzyca ciążowa mnie uratowała

Zwierz mi się, sąsiedzie

Nielicznie tego dnia przebijające się przez kożuch chmur promienie słońca grały wesołym złotem we włosach Damacjusza, kołysanych lekkimi podmuchami wiatru. Powietrze było rześkie jak na sierpień, więc wózek pchało się całkiem przyjemnie. Jego wielkie terenowe koła furkotały raźno na pozbruku. Było miło, beztrosko. Z uśmiechem więc szerokim powitałam dłubiącą coś przy swych tujach sąsiadkę. Widziałam … Czytaj dalej Zwierz mi się, sąsiedzie

Ciąża to (nie)CHOROBA

Rozalynd rozparła się na mentalnym swym szezlongu, wyciągnęła nogi daleko przed siebie. Mebel ten zacny pozwalał jej na taki zabieg, choć nogi miała iście długie, jak antylopa gnu, czy inne okapi. Pozwoliła, by Matylda napełniła jej kieliszek wybornością malibu (z pozdrowieniami dla Seeker, która była łaskawa przypomnieć mi, wygłodniałej już nieco alkoholu, o czymś tak … Czytaj dalej Ciąża to (nie)CHOROBA

A może…? Smoczy jeździec

I wykoncypowałam. Choć czas, jakiego potrzebowałam na dojście do tej jakże skomplikowanej konkluzji, świadczy co najmniej nienajlepiej o mojej niekoronowanej.Tadam tadam, werble i fanfary, jej miałkość (nie, że w ogóle, aż tak nie zamierzam się przecież umniejszać, ale z racji i z uwagi na ów czas długi, jaki był potrzebny) Herne wprowadza do blogowego swego … Czytaj dalej A może…? Smoczy jeździec

Czarno. Biało. Mleczno.

Są tacy, którzy uważają, że to obrzydliwe.Są tacy, którzy nie życzą sobie oglądać tego w przestrzeni publicznej. Albo nawet oglądać w ogóle, gdziekolwiek.Są tacy, którzy najchętniej zamknęliby taką delikwentkę w domu, żeby nie narzucała się ze swoim bezeceńskim procederem porządnym obywatelom.Są tacy, którzy choć wiedzę w temacie mają minimalną, albo przestarzałą, albo wypaczoną przez narosłe … Czytaj dalej Czarno. Biało. Mleczno.

Tornado watching

Wieczorem dnia przedwczorajszego, w zasadzie to bardziej już nocą - według rachuby przeciętnego człowieka, choć dla tej części określanej wdzięcznym mianem sów, do jakiej swoją osobę, mimo dorobienia się pociechy, wciąż jeszcze zaliczam, to był ewidentnie wczesny wieczór - nadeszła burza. Ot burza, powiedzieć kusi, nic szczególnego. Pogrzmi, pobłyska, popada, od wielkiego dzwonu i powieje … Czytaj dalej Tornado watching

blogi szum

Damacjuszu. Powiedzmy sobie szczerze. Gdybym wiedziała, że ta krótka Twoja drzemka będzie tak długo trwała, to zamiast li jedynie czytać, wzięłabym się pewnikiem za pisanie. Ale nie wiedziałam. Zapuściłam się więc w mroczne odmęty internetu, dryfując zarówno przez rafy kolorowe i bajeczne, jak i przez szlam, kał, żyburę. Doznałam nawet rzeczy niezwykłej, bo swoistego cofnięcia … Czytaj dalej blogi szum

O czarnych porzeczkach na macierzyńskim

Czarna Pantera, z - jakżeby inaczej - czarnym marsem na czole, zasiadła nad nieskalaną bielą papieru. Takie są najstraszniejsze i najbardziej ponętne zarazem. Zagrało zaraz na niej ażurowe od zwieszających się nad stołem winorośli światło; rozbłysła kusząco i onieśmielająco jednocześnie. - Psia dupa - westchnęła Czarna Pantera, gdy tylko poczuła na przedramieniu delikatny pocałunek ciepła … Czytaj dalej O czarnych porzeczkach na macierzyńskim

Wieczorne dylematy z Piórkiem w tle

- Wykopyrtłaś się? - zaskrzeczała jakże spostrzegawczo dziewczynka w typie Matyldy (na pewno nie była to bowiem Matylda, gdyż Matylda zwyczajnie nie skrzeczy. No nie i już.) - To otrzep kolanka i dyrdaj dalej! Niezwykle prawdziwym było to przekonanie, jednakże ja sama, rysując sobie takowe, przekonać się nim nie mogłam. Po części, tłumaczę to sobie, … Czytaj dalej Wieczorne dylematy z Piórkiem w tle

Boj-ę żłobkowe

Czarna Pantera spojrzała spode łba na odpicowaną do bólu arystokratycznych kocich gałek ocznych Matyldę. Przyznać musiała w duchu, iż ta wyglądała oszałamiająco w dopasowanej krwistoczerwonej sukni, z delikatną koronką na plecach, rozkloszowującą się bufiasto poniżej wciętej linii talii. Oszałamiająco JAK ZAWSZE, wypada dodać z kronikarskiej dokładności. Szał szałem, sama jednak ubrana w skromny szary dres … Czytaj dalej Boj-ę żłobkowe

Empatyczny brak empatii, czyli coś na kształt…

Kilka dni wstecz. Pogrzeb ojca chrzestnego Czarnej Pantery. Mnóstwo ludzi, na czarno, na szarokolorowo, na posępnie. Artyści, muzycy, rodzina, dalsi i bliżsi znajomi. Jeden z pierwszych ciepłych dni tej wiosny. - Chcieliśmy Jego i Ciocię zaprosić do nas jak się zrobi ładnie. Jeszcze nie byli u nas, odkąd kupiliśmy dom - mówi Czarna Pantera ze … Czytaj dalej Empatyczny brak empatii, czyli coś na kształt…

Retrospekcje szeregowej

Szczury uciekały w panice z tonącego okrętu. Jedne, o mniejszej chyba nieco inteligencji od pozostałych, skakały desperacko w wysokie wody z chlupotem rozbijające się o burty. A może one po prostu były lepszymi pływakami? Inne, znalazłszy linę przerzuconą pomiędzy pokładem a szalupą, z dzikim wizgiem kotłowały się przy niej, niepomne na wszelkie względy koleżeństwa i … Czytaj dalej Retrospekcje szeregowej