A może…? Smoczy jeździec

I wykoncypowałam. Choć czas, jakiego potrzebowałam na dojście do tej jakże skomplikowanej konkluzji, świadczy co najmniej nienajlepiej o mojej niekoronowanej.Tadam tadam, werble i fanfary, jej miałkość (nie, że w ogóle, aż tak nie zamierzam się przecież umniejszać, ale z racji i z uwagi na ów czas długi, jaki był potrzebny) Herne wprowadza do blogowego swego … Czytaj dalej A może…? Smoczy jeździec

Reklamy

Czarno. Biało. Mleczno.

Są tacy, którzy uważają, że to obrzydliwe.Są tacy, którzy nie życzą sobie oglądać tego w przestrzeni publicznej. Albo nawet oglądać w ogóle, gdziekolwiek.Są tacy, którzy najchętniej zamknęliby taką delikwentkę w domu, żeby nie narzucała się ze swoim bezeceńskim procederem porządnym obywatelom.Są tacy, którzy choć wiedzę w temacie mają minimalną, albo przestarzałą, albo wypaczoną przez narosłe … Czytaj dalej Czarno. Biało. Mleczno.

Tornado watching

Wieczorem dnia przedwczorajszego, w zasadzie to bardziej już nocą - według rachuby przeciętnego człowieka, choć dla tej części określanej wdzięcznym mianem sów, do jakiej swoją osobę, mimo dorobienia się pociechy, wciąż jeszcze zaliczam, to był ewidentnie wczesny wieczór - nadeszła burza. Ot burza, powiedzieć kusi, nic szczególnego. Pogrzmi, pobłyska, popada, od wielkiego dzwonu i powieje … Czytaj dalej Tornado watching

blogi szum

Damacjuszu. Powiedzmy sobie szczerze. Gdybym wiedziała, że ta krótka Twoja drzemka będzie tak długo trwała, to zamiast li jedynie czytać, wzięłabym się pewnikiem za pisanie. Ale nie wiedziałam. Zapuściłam się więc w mroczne odmęty internetu, dryfując zarówno przez rafy kolorowe i bajeczne, jak i przez szlam, kał, żyburę. Doznałam nawet rzeczy niezwykłej, bo swoistego cofnięcia … Czytaj dalej blogi szum

O czarnych porzeczkach na macierzyńskim

Czarna Pantera, z - jakżeby inaczej - czarnym marsem na czole, zasiadła nad nieskalaną bielą papieru. Takie są najstraszniejsze i najbardziej ponętne zarazem. Zagrało zaraz na niej ażurowe od zwieszających się nad stołem winorośli światło; rozbłysła kusząco i onieśmielająco jednocześnie. - Psia dupa - westchnęła Czarna Pantera, gdy tylko poczuła na przedramieniu delikatny pocałunek ciepła … Czytaj dalej O czarnych porzeczkach na macierzyńskim

Wieczorne dylematy z Piórkiem w tle

- Wykopyrtłaś się? - zaskrzeczała jakże spostrzegawczo dziewczynka w typie Matyldy (na pewno nie była to bowiem Matylda, gdyż Matylda zwyczajnie nie skrzeczy. No nie i już.) - To otrzep kolanka i dyrdaj dalej! Niezwykle prawdziwym było to przekonanie, jednakże ja sama, rysując sobie takowe, przekonać się nim nie mogłam. Po części, tłumaczę to sobie, … Czytaj dalej Wieczorne dylematy z Piórkiem w tle

Boj-ę żłobkowe

Czarna Pantera spojrzała spode łba na odpicowaną do bólu arystokratycznych kocich gałek ocznych Matyldę. Przyznać musiała w duchu, iż ta wyglądała oszałamiająco w dopasowanej krwistoczerwonej sukni, z delikatną koronką na plecach, rozkloszowującą się bufiasto poniżej wciętej linii talii. Oszałamiająco JAK ZAWSZE, wypada dodać z kronikarskiej dokładności. Szał szałem, sama jednak ubrana w skromny szary dres … Czytaj dalej Boj-ę żłobkowe

Empatyczny brak empatii, czyli coś na kształt…

Kilka dni wstecz. Pogrzeb ojca chrzestnego Czarnej Pantery. Mnóstwo ludzi, na czarno, na szarokolorowo, na posępnie. Artyści, muzycy, rodzina, dalsi i bliżsi znajomi. Jeden z pierwszych ciepłych dni tej wiosny. - Chcieliśmy Jego i Ciocię zaprosić do nas jak się zrobi ładnie. Jeszcze nie byli u nas, odkąd kupiliśmy dom - mówi Czarna Pantera ze … Czytaj dalej Empatyczny brak empatii, czyli coś na kształt…

Retrospekcje szeregowej

Szczury uciekały w panice z tonącego okrętu. Jedne, o mniejszej chyba nieco inteligencji od pozostałych, skakały desperacko w wysokie wody z chlupotem rozbijające się o burty. A może one po prostu były lepszymi pływakami? Inne, znalazłszy linę przerzuconą pomiędzy pokładem a szalupą, z dzikim wizgiem kotłowały się przy niej, niepomne na wszelkie względy koleżeństwa i … Czytaj dalej Retrospekcje szeregowej

Po pierwszej Wielkanocy z dzieckiem

Przeżyłam święta. W jednym kawałku, bez zauważalnych zmian w psychice, bez odnotowanego uszczerbku na przyzwoitym humorze. Przyzwoitym, a nie dobrym, gdyż jednak trzeba było ruszyć szanowne cztery literki z przytulnego gniazdka z widokiem na las i kwitnące jabłonie, i gdzieś jechać. Przyznać muszę, iż nie było źle. Nie było aż tak, jak się obawiałam, że … Czytaj dalej Po pierwszej Wielkanocy z dzieckiem

Zdążyć przed refleksją

Jest tak. Siedzę sobie na łóżku, ręce mam pełne śpiącego Młodego. Wdycham jego maślany zapach (wyczytałam gdzieś w bezkresnych internetach o rewelacyjnej i niepodważalnej skuteczności MASŁA na ciemieniuchę. A że postanowiłam w miarę możliwości nie traktować delikatnej skóry Młodego zbędną chemią, to ochoczo z takiej porady skorzystałam. Proszę bardzo - zjedzcie i zjedźcie mnie jeśli to … Czytaj dalej Zdążyć przed refleksją

Wypuszczam na wiatr… pegaza

Najtrudniejszy jest (zawsze?) pierwszy krok. Krok, nie myśl o nim. Myśli jest tysiące, jedna lepsza od drugiej, a potem po kolei dławione przez rzeszę oponentów. Lenistwo, niewiarę w powodzenie, w sens, we własne siły. Słabą organizację czasu. Przez konkurencyjne myśli w końcu. Dobra. Wykonuję to najtrudniejsze. Powoli podnoszę nogę... I pojawiają się jak najbardziej zasadne … Czytaj dalej Wypuszczam na wiatr… pegaza