Niedźwiadek Miłosz i prezent od Władcy Puszczy (część 1)

W pewnej rozległej, prastarej puszczy

rozpościerającej się na malowniczych, opadających łagodnie zboczach gór mieszkał niedźwiedź o imieniu Gwidon. Miał on tylko jednego syna, Miłosza, którego bardzo kochał i pragnął go wychować na swego mądrego oraz sprawiedliwego następcę, kolejnego władcę puszczy. Bo nie wiem, czy jest ci o tym wiadomo, mój drogi Czytelniku, ale niedźwiedzie są władcami górskich lasów, tak jak lwy królują na afrykańskiej sawannie.

Tego roku jesień była piękna, słoneczna. Puszcza mieniła się odcieniami czerwieni, złota, żółci i pomarańczu w ciepłych promieniach jesiennego słońca. Zbliżały się urodziny Miłosza i Władca Puszczy długo zastanawiał się nad jak najlepszym prezentem dla niego. Chciał dać swemu synowi coś, co pozwoliłoby mu stać się w przyszłości mądrym władcą, ale też – tak zwyczajnie – dobrym, porządnym misiem. A musisz wiedzieć, że niedźwiedź Gwidon żywił bardzo głębokie przekonanie, że dobry władca musi rozumieć swych poddanych, aby właściwie pełnić tą trudną funkcję. 

Kiedy już w końcu obmyślił kwestię prezentu

uśmiechnął się do siebie pod nosem z zadowoleniem. Przywołał Miłosza i powiedział:

– Kochany synku! Jesteś jeszcze beztroskim małym niedźwiedziątkiem, ale niedługo staniesz się tak duży, jak ja i będziesz gotowy, aby zostać następnym władcą. Ale zanim to nastąpi, chciałbym, abyś poznał trochę innych mieszkańców puszczy, ich życie i problemy, z jakimi się borykają. Dlatego też jutro z samego rana wyruszymy razem na dłuższą wycieczkę. Przygotuj się!

Miłosz bardzo ucieszył się na ten pomysł. Do tej pory nie podróżował wiele, więc taka wyprawa z tatą jawiła mu się jako fascynująca przygoda. Czym prędzej pobiegł spakować swój plecak. Mama niedźwiedzica przygotowała mu na drogę kanapki z jego ulubionym lipowym miodem, a także termos ze źródlaną wodą.

Następnego dnia, tuż po wschodzie słońca

Miłosz ze swym tatą wyruszyli w głąb lasu. Początkowo mijane obszary puszczy były niedźwiadkowi dobrze znane, gdyż nie raz hasał w nich, towarzysząc rodzicom w ich codziennych wyprawach. Także napotykane zwierzęta witały się z nim, jak to zazwyczaj robią, spotykając się, dobrzy sąsiedzi. Im dalej jednak ojciec z synem zapuszczali się w las, tym mniej swojsko czuł się młody Miłosz. Puszcza okazała się być znacznie rozleglejszą niż do tej pory sądził.

Szli i szli, aż w końcu dotarli do polany, którą młodzieniec widział po raz pierwszy. Był to niewielki obszar porośnięty wysoką, nieco już podeschniętą trawą, okolony ze wszystkich stron drzewami: rozłożystymi bukami, strzelistymi jodłami, smukłymi brzozami i wdzięcznymi jarzębinami. Idąc przez polanę, niedźwiedź Gwidon rozglądał się, czegoś wypatrując wśród traw. Miłosz przyjrzał się wtedy uważniej rozpościerającemu się przed nimi rosochatemu kobiercowi. I dostrzegł w nim… miniaturowe miasteczko! Pomiędzy małymi domkami uwitymi z niezwykłą troską o wygodę swych mieszkańców z suchej trawy, sosnowych igieł i brzozowych gałązek, kręcił się mały tłumek szarych, burych, rudawych i brązowawych myszy. 

Było to bowiem

Mysie Miasteczko

W jego centralnej części znajdował się rynek, z wyższą od innych i bardziej okazałą budowlą. Tata wyjaśnił Miłoszowi, że jest to mysi ratusz. Na rynku znajdowało się zdecydowanie najwięcej myszek. Niektóre wydawały się tylko przez niego przebiegać w pośpiechu, inne siedziały na małych ławeczkach i wygrzewały w jesiennym słońcu swoje futerka. Jeszcze inne siedziały w niewielkich grupkach, wspólnie jedząc posiłki, grając w bierki, szachy i warcaby, oraz wesoło rozmawiając. Były tam też małe mysie sklepiki, których właściciele głośno zachwalali swój towar wystawiony na drobnych ladach. Poukładane na nich rzeczy, takie jak nasiona szyszek, owoce czarnego bzu i kaliny, czy precyzyjnie wyselekcjonowane kawałki kory, gromadziły wokół siebie tłumek mysich kupców.

Miłosz ostrożnie stanął obok swojego taty na skraju polany i zafascynowany przyglądał się wszystkiemu co widział w miasteczku. Trwali tak chwilę jakąś w milczeniu. W końcu, kiedy młody miś dokładnie wszystko obejrzał i zamknął wreszcie buzię, którą wcześniej otworzył ze zdziwienia, tata odezwał się do niego takimi słowami:

– Czy widzisz, synku, tą szarą myszkę na rynku, tą, która właśnie podeszła do grupki grającej w bierki?

Miłosz spojrzał raz jeszcze ku myszkom na rynku i dostrzegł tą wskazaną mu przez tatę.

– Tak, widzę ją – potwierdził.

– A czy widzisz może, co ona robi? Czy słyszysz co mówi? – zapytał Gwidon.

Miłosz wytężył swój niedźwiedzi słuch

i bez problemu dosłyszał słowa, jakie błagalnym tonem szara myszka wypowiadała do grających kolegów:

– Och, proszę was, wspomóżcie mnie choć kilkoma ziarenkami pszenicy!

– Ach – powiedział Miłosz nie kryjąc oburzenia – ona żebrze!

– Zgadza się – potwierdził tata, po czym zapytał spoglądając przy tym na syna z nieodgadnioną miną. – Co o tym myślisz?

– Myślę – powiedział Miłosz bez chwili wahania – że to bardzo nieładnie z jej strony. Inne myszy na pewno ciężko pracowały na swoje ziarna. Mogła i ona sobie zapracować!

Władca Puszczy pokiwał w zadumie swoją kosmatą głową i zadał synowi kolejne pytanie:

– Co byś zatem zrobił na miejscu tych myszek?

– Oczywiście powiedziałbym prawdę: że ciężko sobie zapracowałem na swoje zapasy i że skoro ja mogłem, to tak samo mogła zrobić i ona.

Miłosz był pewien, że udzielił bardzo mądrej odpowiedzi, jak przystało na przyszłego króla. Jednak jego tata rzekł po chwili:

– To prawda, że tamte myszy ciężko pracowały na swoje ziarenka. Ja jednak znam bardzo dobrze tą szarą myszkę i jej historię. Widzisz, synku, to jest Nikodem. Pochodzi on z pobliskiego pola, gdzie jeszcze do niedawna mieszkał. Miał tam piękny mysi domek i spiżarnię pełną nie tylko ziaren pszenicy, ale także i owsa, i żyta. Tak się jednak złożyło, że niedawno na pole przyjechali ludzie z wielkim traktorem i wszystko zaorano. Przez to Nikodem stracił to, co ciężko wypracował przez całe lato. Teraz jest jesień, niedługo przyjdą mroźne dni. Jest już zbyt późno, by zdążył odbudować swój dom oraz zebrać odpowiednie zapasy, aby przetrwać zimę. Jedyne co mu pozostało w tej sytuacji, to prosić inne myszy o pomoc.

– Nie pomyślałem o tym – powiedział stropiony Miłosz – Gdybym wiedział o tym wcześniej, pewnie inaczej bym ci odpowiedział na pytanie.

To słysząc niedźwiedź zapytał syna ponownie:

– Co byś zatem zrobił na miejscu tamtych myszy, gdybyś znał historię Nikodema?

– W takim wypadku – odrzekł trochę już ostrożniej Miłosz – oczywiście podzieliłbym się z nim swoimi ziarnami, a nawet opowiedziałbym jego historię znajomym, żeby i oni wsparli Nikodema. Albo nawet przeprowadziłbym zbiórkę nasion, żeby mu pomóc!

– Taaak – odparł powoli Władca Puszczy – A przecież to cały czas jest ta sama mysz, której początkowo chciałeś powiedzieć, że powinna sobie sama zapracować na swoje ziarenka.

_____________

Buf!

Tak, wiem, zdążyliście zapomnieć o moim istnieniu, a nagle wyskakuję ze swojego schowka na miotły z jakimś tekstem o misiach.

No więc bez zbędnych (wstępów? Czy można użyć słowa wstęp pod koniec wpisu? Sru, można, mój blog) wstępów spieszę z wyjaśnieniem, iż jest to fragment napisanej przeze mnie bajki dla dzieci.

Ja sama już trochę nie mogę na nią patrzeć, bo im więcej to robię, tym dziwniejsze i bardziej niepewne mam co do niej myśli. Trochę już ją wymęczyłam, teraz chyba zaczyna brać na mnie odwet.

I tu jest prośba do Was, jako że zastanawiam się, czy mam prawo, czy też może niekoniecznie, wiązać z tym tekstem jakieś plany. Powiedzcie mi, proszę, czy według Was, tak czysto z serca, z myśli, z intuicji, czy jak wolicie – ten tekst jest ok, czy nie? Co o nim myślicie? Szczerze, bez ściemy, nie obrażę się.

Oczywiście to pierwsza część, całość jest za długa by wrzucać ją na jeden raz.

Z góry dziękuję Wam pięknie za wszystkie uwagi i przemyślenia!

20 myśli na temat “Niedźwiadek Miłosz i prezent od Władcy Puszczy (część 1)

    1. Dzięki (ponownie 😉)!
      Jak Ci już pisałam to zastanawiam się, czy wysyłanie do wydawnictw, to droga, którą chcę iść. Przyszedł mi do głowy pewien koncept, który muszę doszlifować i przemyśleć, ale wpierw potrzebny mi feedback odnośnie treści 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  1. Ja w każdym twoim tekście tak się, moja droga, zatracam… Świetnie się ciebie czyta, z takim, jak to ująć, komfortem psychicznym, czyli pewną będąc i nie bojąc się, że „przy refrenie zafałszujesz”. Cudowna baśń. Skończona?

    Polubione przez 3 ludzi

    1. Dzięki! 😘
      Tak, skończona. Kisząca się – prawie, że w szufladzie – już piąty rok 😬 Nie chcą jej w Biedronce, to obmyśliłam dla niej inne powołanie i o ile go nie skreślę za jakiś czas, to na pewno podzielę się tą koncepcją 💪
      Co do fałszowania przy refrenie, to – pamiętaj – nie chwal dnia przed zachodem słońca 😉

      Polubione przez 1 osoba

  2. Herne jesteś niesamowita, wielka, a Niedźwiadek Miłosz szybko się sprzeda i będziesz bogatsza. To Twój sukces. Piszesz bajkowo po całości bajecznie. A ile tu wiedzy, mądrych myśli dla dzieci, o których mogą porozmawiać z rodzicami. Jestem pod wrażeniem.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Basiu! Dziękuję! 😘
      Och, podoba mi się taka wróżba! 😍
      Ja sama lubię też bajki z morałem, zawsze lubiłam – a tę (razem z jej siostrą) pisałam z myślą o moim, wtedy jeszcze tylko jednym, maluchu.

      Polubienie

      1. U Ciebie w pisaniu jest taka lekkość i zgrabność . Nie ma zdań wyciiosanych tylko opływowe. Chcę napisać, ze nie czuć amatorstwa, a profesjonalizm. Jesteś pisarką. Herne Milisza tworzyłaś dla pierwszego maluszka teraz kolejny krok.. Powodzenia

        Polubione przez 1 osoba

  3. No pięknie! Pisałam Ci już wcześniej, że bardzo ładnie piszesz. Kreatywna, rozwijająca wyobraźnię dzieci bajka z mądrym morałem – czego chcieć więcej? 🙂
    Oczywiście, że możesz z tą bajką wiązać plany, duże plany, a nawet musisz! Trzymam mocno kciuki!

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Dziękuję Ci! 🥰
      Kurczę, w sumie tyle osób, których pisanie sama podziwiam, tak przychylnie wypowiada się o tej bajce… Powiem Ci, że spodziewałam się trochę chłodniejszego przyjęcia 😲
      A tymczasem dostałam dodatkowego kopa motywacyjnego, by wcisnąć gdzieś w grafiku stworzenie własnych ilustracji do niej 👍

      Polubienie

  4. Absolutnie prześliczna bajka, abstrahując od tego, że literacko bezbłędna, to jeszcze napisana takim cudownym językiem, idealnym dla dziecięcej wrażliwości… A to jest bardzo trudna rzecz do osiągnięcia.
    Moim zdaniem powinnaś pisać i ilustrować książki dla dzieci- jesteś naprawdę wybitnie i wszechstronnie utalentowana ❤
    Plus wyczuwam w bajce lekką nutkę krytyczną dla myśli kapitalistycznej- miód na moje serce! xD

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Jejku! Ale mnie uskrzydliłaś! 😍❤️
      Właśnie bardzo się zastanawiałam, czy język, jakim się tu posługuję jest odpowiedni. Czy nie zbyt płaski, sztuczny, ubogi, sztywny? Dziękuję Ci bardzo za ten feedback ❤️
      Noszę się z zamiarem KIEDYŚ przysiąść do ilustracji do niej, ale wolałam się wpierw upewnić, czy w ogóle warto trwonić na nie czas 😉
      Mam pewien plan, wielki i barwny, który wymaga ode mnie porządnych badań rynku 😉

      Co do krytyki myśli kapitalistycznej – cha cha, nie wiem, nie wiem, zobaczysz co będzie w dalszej części 🤪

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s