Lśnienia olśnienia

Po kilkudziesięciu latach


doświadczeń, eksperymentów, przymiarek udało mi się POŁĄCZYĆ KROPKI. A może tyle czasu potrzebowałam, by dojrzeć? Może ów szumnie nazywany „kryzysem wieku średniego” okres tak naprawdę jest momentem, w którym wszechświat (piona, Coelho!) pozwala nam doznać objawienia, dostrzec cel? Czy, innymi słowy, właśnie: połączyć kropki na pozornie bezładnej, chaotycznej ścieżce życia?


Wymyśliłam sobie trochę fajnych rzeczy, zaczęłam powolutku porządkować regał osobistej rzeczywistości i, z nóżki na nóżkę, nieśpiesznie ze względu na obiektywne okoliczności (o bardzo konkretnych imionach: Damacjusz, Milo i Skromne Zasoby Poduszki Finansowej) dokonuję pewnych poczynań.


Moim celem jest praca na własnych zasadach, możliwość utrzymywania się i rodziny z pasji, freelancing. Nie chcę za kilkanaście lat wyrzucać sobie, że zawsze szłam utartymi ścieżkami, robiąc coś niedającego mi żadnej satysfakcji, ze strachu przed podjęciem ryzyka, z obawy przed porażką. Pomyślałam sobie „hej, przecież lubisz i umiesz rysować, zawsze miałaś z niego frajdę, dlaczego więc tkwisz w pracy, która z rysowaniem i kreatywnością niewiele ma wspólnego? Tylko dlatego, żeby w domowym budżecie zgadzała się kasa? Dlatego, że powiedziano ci, że etat to świętość i masz się go trzymać, bo jest gwarantem bezpiecznego życia?” Już nawet pomijam, że przecież żyjąc z pasji, umiejętnie sobą jako firmą, marką zarządzając, de facto mogłabym z czasem zarabiać więcej niż kiedykolwiek trzymając się obecnego stanowiska.


Wykrawanie kawałków czasu


z doby z dwójką małych dzieci, z których przynajmniej to starsze non stop wymaga uwagi, bo tak, manifestując to między innymi niekończącym się quasi-monologiem co i rusz przerywanym pytaniami aktywizującymi „widzisz, mama? Słyszysz? Wiesz? No WIESZ, mama?!” jest rzeczą trudną. Wspominałam już chyba nie raz, że na obejście dawno już spuściłam zasłonę milczenia, wychodząc z założenia, że w domu rzadko gruntownie odkurzanym, zamiatanym, pucowanym nikt jeszcze nie umarł, a rośliny to wystarczy, że rosną mi w ogrodzie, nie muszę mieć jeszcze wymagających pielęgnacji domowych doniczkowców. Liczy się atmosfera, liczy się miłość, liczy się czas poświęcany dzieciom. Bo co one będą chętniej i z większą radością wspominać – że bawiłam się z nimi w chowanego, czy że wprawdzie nie miałam czasu na zabawę, ale za to codziennie był dwudaniowy obiad, a w podłodze można się było przeglądać jak w lustrze? Króla Słońce bardziej telepie i przejmuje widok wszechogarniającego chaosu, dzięki czemu kuchnia średnio co drugi dzień odzyskuje wygląd kojarzący się z jej przeznaczeniem, a i ubrać się możemy w coś wypranego.


Do dzieci więc podobnego co do domu podejścia nie stosuję. Staram się, choć naprawdę średnio się bawię po raz któryś imitując głos Jacksona Storma, Liska Lucka, czy – ostatnio bardziej na topie – jednej z Cry Babies, być przy nich tu i teraz, wyciskać z doby maksimum wspólnie spędzanego czasu. Niby chcę cieszyć się każdym etapem wzrastania chłopców, jednak myśli same uciekają mi niecierpliwie ku wizjom wspólnych rozgrywek w planszową wersję „Magii i Miecza”, turniejów badmintona organizowanych w ogrodzie, czy rodzinnych wycieczek rowerowych (bo zakładam, że od tych ostatnich Król Słońce nie będzie migał się w równym stopniu co od wspólnych spacerów). Trudno jest mi też być wyluzowaną, cierpliwą i spokojną jak nenufar na tafli sadzawki, gdy nieprzerwanie z tyłu głowy wściekle kotłują mi się myśli związane z własnym biznesem. Z koniecznością (i pilną wewnętrzną potrzebą) odejścia z obecnej pracy. Kiedy oświetlane są jaskrawą żarówą alarmu o braku czasu na to, by usiąść, żeby COŚ ku realizacji tych celów porobić.


Aczkolwiek i tak poczyniłam już GIGANTYCZNY postęp.


Dokonałam sporego przemeblowania w głowie


i – jakże odkrywczo – uświadomiłam sobie, że choćby najmniejsze kroki naprzód są przecież lepsze od stania w miejscu w bolesnym oczekiwaniu na „więcej czasu”. Mam tyle czasu, ile mam. Mogę albo płakać, że jest go za mało, albo próbować wycisnąć coś z tego, co jest.


Impuls do tej zmiany myślenia przyszedł nagle, na skrzydłach instagramowego algorytmu, który (ach, z pół roku temu już) podsunął mi konto pewnej młodej polskiej projektantki wzorów. Która akurat, tak się złożyło, wypuszczała kurs o tej tematyce. Jestem już po kursie, po przeczytaniu znakomitej książki Ewy Brzozowskiej „Kierunek freelance. Sukces na własnych zasadach” (w tym miejscu ogromnie dziękuję Monice za rekomendację), po zakupie kolejnych pozycji o rozwoju marki, zarządzaniu sobą itede. Mam jakieś plany, jakieś wizje i chyba jedyne co mi zostało (poza, oczywiście, działaniem) to sukcesywne pacyfikowanie wewnętrznego krytyka, ten cichy głosik powtarzający „nie uda ci się, nie masz szans, inni są lepsi od ciebie, po co w ogóle się w to pchasz, tylko marnujesz czas, odpuść, zostaw, odejdź”.


Wszechświat przyszedł mi z pomocą


Z Paulo Coelho, czytanego na fali ówczesnej mody, która zresztą zbiegła się u mnie z wiekiem, kiedy takie mądrości chłoniesz jak gąbka i dają ci promyczek nadziei w pomroce dojrzewania, wrył mi się w pamięć ten gęsto powtarzany fragment o tym, że kiedy mocno czegoś pragniesz, to cały wszechświat ci sprzyja. I nie mogę nie uśmiechnąć się na tę natrętną myśl, że w tym wypadku trochę tak właśnie było. Bo kiedy postanowiłam, że działam, kiedy rozpisałam sobie skrupulatny plan poczynań (kij z tym, że przy obecnej nieprzewidywalności mojej prywatnej rzeczywistości po prostu nie mógł on zostać zrealizowany w takim zakresie, w tych widełkach czasowych, co hurraoptymistycznie założyłam. Bo nie ujęłam w nim chociażby zmęczenia materiału neuronalnego, o) nagle przyszły do mnie dwa zlecenia. Które w dużej mierze kazały się owemu wewnętrznemu krytykowi chędożyć, które posłały sporo wiatru w żagle mojej twórczej natury.


I choć na tych dwóch zleceniach na razie napływ zamówień się zatrzymał (co zresztą dość pocieszne, bo i to zbiegło się z pewną myślą, taką mianowicie, że chwilowo ekwilibrystyka pomiędzy wszystkimi elementami mej codzienności rodzinnej i zawodowej jest jednak nieco zbyt obciążająca), to pozwoliły mi one uwierzyć, że tak się da, że tak bym mogła.


To co? Jesteście ciekawi co też zmalowałam w ramach zamówień?

27 myśli na temat “Lśnienia olśnienia

  1. Pewnie, ze jestesmy ciekawi co zmalowalas! A kosmos zawsze pomaga jesli wyraznie kreslimy swoje intencje 🙂 Ja tak ide przez cale zycie. Nawet kryzys macierzynski mi juz minal bo zdalam sobie sprawe z tego ze przeciez i tak wszystko sie uda, kiedy przyjdzie czas na to, aby mialo sie udawac 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ha, widzisz, to może z tym kosmosem to jest to. A zbyt wielu z nas jest na codzień niepewnych swoich marzeń, planów i dążeń?

      Ja z kryzysami macierzyńskimi to chyba jestem na wiecznej sinusoidzie 😉

      Będzie osobny wpis poświęcony tym dwóm zleceniom. Mam nadzieję, że Ci się spodoba 🙂

      Polubienie

    1. ☺️
      Dziękuję Ci 😘

      Stety niestety 😋 Ty akurat jesteś jedną z tych osób, które efekty obu zamówień już widziały na Instagramie, więc nie będzie tu dla Ciebie żadnej niespodzianki 🤭
      Po prostu podzielę się nimi i tutaj (po zaledwie… 3 miesiącach? Ach, któż by to liczył 🤪)

      Polubione przez 1 osoba

  2. Tak bardzo Ci zazdroszczę, bo ja też marzę o czymś swoim, bez korporacyjnych reguł i szefa idioty. Niestety nie mam na siebie pomysłu…🙄 Życzę Ci samych sukcesów i tyłu zleceń żebyś mogła przebierać tylko w najlepszych! Trzymam za Ciebie kciuki najmocniej jak potrafię!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję! 😘
      To marzenie porzucenia korpo-świata jest dla mnie sporą siłą napędową, ale… to dopiero pojawienie się moich dzieci na świecie tak naprawdę dało mi siłę do działania. O ironio 😋

      Życzę Ci mocno, byś też wpadła na coś, co pozwoli Ci iść własną ścieżką, byś ją odkryła. Życie już nieraz pokazało, że to często jest kwestią szczęśliwego przypadku 👍🏻

      Polubione przez 1 osoba

  3. Herne jestem zachwycona Twoim przemeblowaniem w głowie. Uda się i to niejedno. Rysuj, maluj i ciesz się z czasu z dziećmi. Podłogą i dwudaniowym obiadem nie zajmuj sobie głowy. Czasem umyjesz, czasem ugotujesz. Jesteś mądrą dziewczyną. Jestem z Tobą moimi myślami. Życzę poparcia i wsparcia najbliższych. Brawo!!!

    Polubione przez 1 osoba

  4. Rzecz w tym, by wiedzieć co chce się robić. To już połowa sukcesu i nagle drzwi się otwierają. Potem wystarczy trochę odwagi, wiary w siebie i przepis na sukces gotowy 🙂 Jako fanaka dzieł rysunkowych i malunkowych wszelkiego rodzaju czekam na wyniki Twojej pracy 😉

    Polubione przez 1 osoba

  5. Jeszcze się pytasz?! Przecie ja już dawno ci mówiłam…
    A podejście do życia mamy podobne, z tym że ja chyba uporałam się ze wszystkim wcześniej. Ludzie się dziwowali, i tobie dziwować się będą, ale tych ludzi olej, bo tak naprawdę będą zazdrościć, bo oni mogą i wiedzą, że mogą, ale wiedzą też, że się nie odważą.
    Nie wiem czy cokolwiek da się zrozumieć z tego pokręconego komentarza.
    Wspieram i popieram cię gorąco. I pytań mam sporo, ale… może innym razem, nie tutaj.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No rzeczywiście trochę się pogubiłam przy tym ludzkim dziwowaniu 😋 Ale w sumie, wiesz, ludzie się wszystkiemu dziwują, więc kot ich drapał 😜

      Tak, pamiętam, że czekasz, między innymi Ty właśnie jesteś dla mnie motywacją do napisania tego wpisu. Albo nawet… cyklu wpisów, bo nie wykluczam, że jak się spodoba, to będę was tu regularnie (no, wiadomo, w czym rzecz 🤪) zamieszczać swoją twórczość 😘

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s