Urywki z żywota jej wysokości

I stało się tak ("... jak gdyby nigdy nic nie było" - dośpiewuje mi się samo w myślach, na kształt już odruchu warunkowego), że wysiadł mi narząd dość istotny w codziennym funkcjonowaniu, to jest prawa ręka. Choć oddać trzeba sprawiedliwość pozostałym narządom, że jednak większość z nich jest bardzo potrzebna, o czym oczywiście przekonujemy się … Czytaj dalej Urywki z żywota jej wysokości

Reklamy

O silikonie i upośledzonej spostrzegawczości

Jak na kobietę jestem istotą żałośnie mało spostrzegawczą. Dość powiedzieć, że na studiach cierpiałam katusze pozostając w niewiedzy co do obiektu świeżo mi przekazywanej plotki, kiedy nie pomagały ani szczegółowy opis ubioru danej osoby, ani wnikliwa charakterystyka jej relacji społecznych, ani nawet, Boże zmiłuj, personalia. Albo, że zmianę fryzury u koleżanki z pracy odnotowuję najwcześniej … Czytaj dalej O silikonie i upośledzonej spostrzegawczości

Poprzestanę na życzeniach ;)

Tak bardzo chciałam coś napisać. Ale nie dzisiaj. Nie dałam rady, bo dłubałam znowu coś innego, tym razem świąteczną kartkę, między innymi dla Was, szanowni czytelnicy Pegaza w grochy. Zdrowych i spokojnych, stuknijmy się jajeczkiem!

Share Week 2018

Share Week 2018. Akcja, na którą czaiłam się jak dzika fretka już od jakiegoś czasu. I wreszcie jest! O co chodzi? W skrócie: blogerzy polecają czytanych przez siebie blogerów. Żeby nie było zbyt łatwo, trzeba się ograniczyć do trzech. Dokładny opis akcji, wraz z regułami itede, u jej założyciela, Andrzeja Tucholskiego, tutaj. Swoją listę układałam … Czytaj dalej Share Week 2018

Żłob-KI CZORT?

W pokoju, na wprost okna, blisko niby, ale na tyle daleko, że światło dociera doń z lekkim trudem (niewykluczone, że ma to też coś wspólnego z usytuowaniem pokoju od północnej strony domu) stoi małżeńskie łóżko. Na nim pościele, a każda ubrana w inną poszewkę, żeby nie było wątpliwości która jest czyja, w lekkim nieładzie i … Czytaj dalej Żłob-KI CZORT?

Święta z zaskoczenia. I chrzest. Bojowy.

Zbliżały się święta i Mariannę gryzło podskórne przeświadczenie, że coś chyba jeszcze miała zrobić. Że w ogóle coś planowała. Przygotować, czy upiec, czy zorganizować...? Coś jej jakby umknęło. Zerknęła w kalendarz. Och. Święta były znacznie bliżej niż się spodziewała. Któż, u kaduka, ośmielił się jej skraść kilka przedświątecznych dni? Na oko z dziesięć? - Policzmy … Czytaj dalej Święta z zaskoczenia. I chrzest. Bojowy.

O czytelniczym rasiźmie i śmierci legendy

W pewien grudniowy wieczór - niestety nie śnieżny, biały i puchowy, o nie, nic z tych rzeczy, mamy ocieplenie klimatu i grudzień się tej koncepcji twardo w ten wieczór, a był to wieczór wczorajszy, trzymał - robiąc rutynową przebieżkę po nagłówkach świeżo namnożonych w skrzynce maili zostałam w twarz uderzona niespodziewaną wieścią. Co tu kryć, … Czytaj dalej O czytelniczym rasiźmie i śmierci legendy

A wy kiedy w końcu będziecie mieć dziecko?

Puszczasz takie pytanie w eter i dziwisz się, że pada jakaś wymijająca, bądź głupia odpowiedź. Typu "nie stać nas na dziecko" (abstrahując od przypadków, kiedy jednak taki argument jest cokolwiek prawdziwym), czy "najpierw kariera", lub "nie chcemy mieć dziecka". Oczywiście nie zamierzasz na tym poprzestać, w końcu jesteście rodziną/dobrymi znajomymi z pracy/wymieniającymi codziennie polityczne uwagi … Czytaj dalej A wy kiedy w końcu będziecie mieć dziecko?

O różowych żłobkach. Czy coś w stylu tęczowego jednorożca.

Dzisiaj będzie krótko (ale może za to treściwie), gdyż ogary zwęszyły trop zająca i poszły w las. Co skutkuje czasochłonącym (właśnie tak, nie inaczej pisanym) polowaniem na chyżego długoucha, któren chwilami wygląda mi trochę na takiego kreowanego lustrzaną powierzchnią. Ale nie, to wszystko siedzi w mojej głowie, to wszystko mój wymysł, zając jest realny! ("Zły … Czytaj dalej O różowych żłobkach. Czy coś w stylu tęczowego jednorożca.

Jak cukrzyca ciążowa mnie uratowała

Czarna Pantera poprawiła okulary na kocim nosie. Odeszła kilka kroków i przyjrzała się krytycznie nagłówkowi przekrzywiając głowę. - Bardziej "klikalny" - orzekła w końcu - byłby tytuł "Jak cukrzyca ciążowa uratowała moje życie". Ann pokiwała głową. - Tak, ale nie czułabym się chyba komfortowo z taką przesadą. Choć nie jest, oczywiście, wykluczonym, że i takie … Czytaj dalej Jak cukrzyca ciążowa mnie uratowała