O czytelniczym rasiźmie i śmierci legendy

W pewien grudniowy wieczór – niestety nie śnieżny, biały i puchowy, o nie, nic z tych rzeczy, mamy ocieplenie klimatu i grudzień się tej koncepcji twardo w ten wieczór, a był to wieczór wczorajszy, trzymał – robiąc rutynową przebieżkę po nagłówkach świeżo namnożonych w skrzynce maili zostałam w twarz uderzona niespodziewaną wieścią. Co tu kryć, zasmuciła mnie ona wielceż, ba! niemalże świat mój wywróciła do góry nogami, a w każdym bądź razie świat mojego blogowania. Okej, świat mojej blogerskiej historii. Tak, tak właśnie – oto runęła niespodziewanie cała podwalina tego, czym jest obecna herne, znaczy pegazwgrochy chciałam napisać.

Tak więc, kiedy zamarłam nad tabletem wciągnąwszy ze świstem powietrze do wymęczonych kaszlem oskrzeli, albowiem ja dopiero wychodzę powoli z paskudnego zapalenia tychże, po nieledwie dwóch tygodniach mężnej walki z chorobą, kiedy moje oczy napełniły się łzami, a z ust dobył jęk rozpaczy, mąż mój się zaniepokoił i zażądał wyjaśnień. Może myślał, że oto rzucił mnie kochanek, albo że praca mnie rzuciła, albo że nagle strasznie zgłodniałam.
Wykrztusiłam więc, zgodnie ze smutną prawdą:
– Likwidują blog.pl!

Jeślibym liczyła, że wywrze to na mojej drugiej połowie jakiekolwiek wrażenie, to bym się srogo przeliczyła. Jednak, że znam go już dość długo, to jego reakcja nie zdziwiła mnie wcale. Otóż, informacja ta spłynęła po nim, jak po tłustych piórach bernikli kanadyjskiej. Oczywiście mąż mój nie ma pojęcia, że kilka moich pierwszych blogów powstało właśnie na tamtej platformie, bo jako rasowy nieczytacz nigdy tą kwestią nie przejawiał większego zainteresowania, którą to tradycję kontynuuje twardo po dziś dzień. Choć chyba przy moich blogerskich początkach był już historią w moim życiu, a jeszcze nie miałam pojęcia, że będzie i jego przyszłością. Więc jest za tamte czasy usprawiedliwiony. Za obecne udzielam rozgrzeszenia, bo taka dobra jestem, o.

A propos nieczytaczy, skoro już temat ów sam wypłynął na powierzchnię dzisiejszych wynurzeń, wyznać muszę, że ilekroć miłościwie memu pokoleniu panujący Pan Fejsbuk niby to mimochodem informował mnie, że jakiś mój znajomy (który po takiej demaskacji powinien zostać tego miana pozbawion) polubił fanpejdża o wdzięcznej nazwie – przytaczam z nadgryzionej zębem czasu pamięci – „Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka!” zastanawiałam się jakiego rodzaju desperacja popycha ludzi do dołączania do tak śmiesznego tworu. Abstrahując od całej szczytnej i górnolotnymi słowy reklamowanej akcji, od której się to zaczęło:
https://wiadomosci.wp.pl/kampania-nie-czytasz-nie-ide-z-toba-do-lozka-najlepsza-6036449168077441a
(- To oczywiste – skomentowała artykuł Czarna Pantera – że Czesi skłamali.)

Pielęgnuję w sobie orchideę przekonania, iż dołączanie do tego rodzaju heheszkowych stron bynajmniej nie implikuje wysokiej inteligencji delikwenta, a w tym konkretnym przypadku jakoś szczególnie. Albo to ja taka drętwa jestem, czego również nie mogę wykluczyć z rzetelną dozą prawdopodobieństwa, i nie wyczuwam w tym dołączaniu należytej proporcji sarkazmu. Gdyż podejrzewałabym założycieli owego fanpejdża o cynizm i chęć zrobienia ludzi w zgrabne bambuko poprzez obnażenie skali zjawiska czytającej nonsensoferajny o wąskich, bo szufladkujących umysłach: ja czytam, a jeśli ty nie, to nie będę nawet zniżał się do rozmowy z tobą, bo o czym mógłbyś mi powiedzieć, o nieczytający ludziu. Białe – czarne. Czy tylko mi to śmierdzi czytelniczym rasizmem? I właśnie jako takie podejście podobne śmieszy mnie, zadziwia i zasmuca jednocześnie.

A może mój punkt widzenia dyktowany jest faktem, iż sama chętnie i często chodzę do łóżka z nieczytającym facetem?

Ale nie, zaprzeczam w tym miejscu gorliwie, jakobym pultała przeciwko akcji tej zacnej książkowo-łóżkowej, li z tego jedynie powodu, iż sama płynę jej pod prąd. Nie, kryje się za mym sprzeciwem coś znacznie więcej – mianowicie zdobyta w ciągu około trzydziestu lat obserwacji wiedza, iż sam fakt bycia aktywnym fanem słowa pisanego nie stawia znaku równości pomiędzy sobą, a mądrością i inteligencją badanego obiektu. Zbyt wielu znam miłośników książek, chlubiących się wprost ilością przeczytanych w miesiącu (nomen omen) pozycji, którzy inteligencją, co tu kryć i w plusz minky opatulać, po prostu nie grzeszą. U których szwankuje empatia, kuleje dedukcja, nie dopisuje wyobraźnia.
– Aj tam – żachnęła się Matylda znad „Krytyki czystego rozumu” – to tylko dowody anegdotyczne.

No pewnie. Tym niemniej.
Mąż dostanie pod choinkę śmigiełka do drona, Damacjusz książki.

A wszystkich z blog.pl upraszam o zaznaczenie na swych blogach dokąd się przenieśliście. Do tego 31 stycznia powinnam ogarnąć.

Reklamy

10 myśli na temat “O czytelniczym rasiźmie i śmierci legendy

  1. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, więc dziękuję Ci za możliwość spojrzenia na książkoholików pod innym kontem.
    Faktycznie czują się lepsi? Wywyższają się ponad nieczytającymi? Hm… Już samo to daje do myślenia, czy faktycznie mają podstawy!

    Gdyby się tak nad tym zastanowić, to książkoholikom zapewne brakuje wielu rzeczy, które mają nieczytający. Ja czytam książki, a jednak nie umiem np pracować z ludźmi. Nie potrafię być miła dla innych dla samego bycia miłą. Praca z klientem (jakakolwiek) szybko by się dla mnie skończyła po jakiejś pyskówie z mojej strony. Za to, przykładowo, mój przyjaciel nad książką zasypia i żadnej nie skończył, a jest tak sympatyczny, energiczny i hojny, że wszyscy bez wyjątku go lubią i chwalą. I niby czemu miałabym się czuć „lepsza”?? Ja nawet dzieci nie lubię….. Oprócz synka i moich nowo-narodzonych siostrzeńców 😀

    Co do Blog.pl to jakoś mnie ta likwidacja nie zdziwiła- odkąd z nich korzystam widzę tam same niedociągnięcia. Może być tylko lepiej! I na pewno dam Ci znać o swojej nowej lokalizacji 🙂

    Polubienie

    1. Hej, czy Ty opisywałaś tu siebie, czy mnie? 😉
      Też jestem introwertykiem, i też czasami przydałaby mi się ta jakże cenna umiejętność trzymania języka za zębami, szczególnie na wnerwie 😉 Co do dzieci to też nie lubię i dlatego pewnie Damacjusz pojawił się na świecie tak późno, że powoli czasu może nie styknąć dla jego potencjalnego rodzeństwa 😉 Napisałam, że nie lubię dzieci? Nie, trochę mi się zmieniło po przyjściu na świat Damacjusza 🙂

      Co do książkoholików, to nie generalizuję, że wszyscy tacy są, wiadomo (też swego czasu chłonęłam wszystko, co miało okładkę i kartki, aż do dnia, kiedy zabrakło mi czasu na rozrywkę). Ale sama nazwa takiej akcji, jakoś tak… dyskryminująco brzmi.

      Polubienie

  2. Ano, szkoda blog.pl. Zadomowiłem się tam, nie powiem. Wygodnie tam było, choć pojawiały się denerwujące błędy. W głębi serca czułem, że platforma wkrótce zniknie. Teraz wiję sobie gniazdko na wordpressie. Ma wiele świetnych funkcji (np. 3 GB miejsca zamiast zaledwie 15 MB! Nareszcie mogę dodawać tyle dużych zdjęć, ile zechcę!), ale też kilka z tych, które na blog.pl były darmowe, tam są dostępne tylko w wersji płatnej (np. widget wordpress popular posts). Na razie jestem jeszcze zielony w kwestii poszukiwania tam innych polskojęzycznych blogów, co jest najgorsze. Sądzę jednak, że wiele osób dokona emigracji:) Link do mojego nowego konta: https://podwieczorekumorfeusza.wordpress.com/

    Polubienie

    1. Link już dodany do obserwowanych, dzięki 🙂

      Ja, ze wstydem przyznaję, do dzisiaj jeszcze poruszam się po tym całym wordpressie jak dziecko we mgle. Może powinnam odpalić panel administracyjny na stacjonarnym kompie, bo to co się tu dzieje na tablecie na Safari, czy też w aplikacji, jest dla mnie nieco konfundujące…

      Polubione przez 1 osoba

  3. Tak, do mnie też zawitała ta smutna wiadomość. I chociaż przeczytałam mnóstwo książek, kompletnie nie wiem co robić. Żadna nie odpowiedziała na pytanie „Jak żyć bez bloga.pl, jak żyć?”

    Polubienie

    1. No właśnie! A jeszcze tyle pytań zostaje bez odpowiedzi, także ze strony książek! Ja na przykład stoję właśnie przed mózg miażdżącym dylematem, czy wszamać mężową czekoladę, czy nie, no i za Chiny ludowe nie wiem, co byłoby gorszym wyborem :/

      Polubienie

  4. Też sypiam z nieczytającym facetem (no chyba że gazety na tronie się liczą 😉 ), choć sama pochłaniam dość sporo książek. 😉 Myślę, że tego typu strony należy traktować wyłącznie w charakterze żartu. Jeśli ktoś faktycznie czuje wyższość z tego powodu, to niestety już mu żadna lektura nie pomoże… 😛

    Polubienie

  5. Byłoby śmieszne – gdyby nie było straszne. Jeśli Kowalski czyta pół książki rocznie – i jest ot jedyna informacja, jaką masz o Kowalskim – to z wieży swych 20 – może więcej, nie wnikam – książek miesięcznie – myślisz, że o czym podyskutujesz z Kowalskim? Szerzy się wtórny analfabetyzm, ludzie czytają tylko nagłówki na stronach www, nawet nie wchodzą w treść [może to i lepiej, bo składnia i układ sugerują, że autor też nie czytał tego, co popełnił] więc jest coś w tym, że czytanie dla przyjemności staje się elitarne. Trzeba mieć czas i rozeznanie, na co ten czas stracić. Strona jest heheszkowa – bo czasem tylko śmiech pozostaje. Czy się mylę 😉 ?

    Polubienie

    1. W sumie masz rację. Zakładając, że strona miała jakoś poruszyć, czy, bardziej dosadnie rzecz ujmując, kopnąć w tyłek owego Kowalskiego, to zapewne twórcy akcji wybrali dobre hasło. Książki same w sobie nie trafiają, ale nawiązania do seksu zawsze.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s