Zwierz mi się, sąsiedzie

Nielicznie tego dnia przebijające się przez kożuch chmur promienie słońca grały wesołym złotem we włosach Damacjusza, kołysanych lekkimi podmuchami wiatru. Powietrze było rześkie jak na sierpień, więc wózek pchało się całkiem przyjemnie. Jego wielkie terenowe koła furkotały raźno na pozbruku. Było miło, beztrosko. Z uśmiechem więc szerokim powitałam dłubiącą coś przy swych tujach sąsiadkę. Widziałam ją bodaj drugi raz, odkąd tu zamieszkaliśmy. Nie dam sobie ręki co do tego uciąć, bo pamięć do twarzy mam słabą, o ile nie wgapiam się w nie przez dwie godziny seansu filmowego, ale zapewne w ogóle drugi raz W ŻYCIU.

– Dzień dobry, dzień dobry – odparła kobieta, najwyraźniej będąc w równie słonecznym nastroju.

– Widzisz, Damacjuszu – poinformowałam z zaciekawieniem wychylające się z wózka dziecko – to jest nasza sąsiadka.

To hasło, z kolei, zaintrygowało sąsiadkę.

– A daleko stąd mieszkacie? – zaćwierkała zadzierając lekko głowę i mrużąc oczy od słońca.

Na informację, że dzieli nas od niej aż płot (ergo mur w tym przypadku) jej poczciwa szeroka twarz rozjaśniła się jeszcze bardziej. Jak miło budzić w ludziach takie pozytywne emocje przemknęło mi po obwodach.

Przedstawiłyśmy się sobie z galanterią, wymieniłyśmy męski uścisk dłoni.

Krystyna – przyjmijmy, że tak ma na imię – zadała mi kilka pytań; od jak dawna mieszkamy obok i temu podobne rzeczy.

– Przejdę się kawałek z wami – zaproponowała, gdy Damacjusz wszczął alarm z tytułu przedłużającego się bezsensownie postoju, co dało mi asumpt do wymówienia się od sąsiedzkiej pogawędki koniecznością zadowolenia Jaśnie Pana.

Ruszyłyśmy więc ślimaczym tempem, jakiego szczerze nienawidzę, bo ani nigdzie w przyzwoitym czasie nie dojdziesz, ani to żadne kardio.

I choć przeszłyśmy razem zaledwie dwieście metrów, Krystyna zdążyła mi opowiedzieć historię swojego konfliktu z naszymi poprzednikami, zahaczając przy tym o spory z jej własną rodziną i kłótnie okołotestamentowe, rozwieść się dość obszernie na temat swoich chorób oraz zielska krzewiącego się w ogrodzie, nadmienić co nieco o swoich dzieciach i wnukach, a także nawet dwóch pokoleniach towarzyszących jej w życiu psów.

Matko jedyna, jak ja się cieszę od tego czasu, że naszą posesję oddziela od krystynowej wysoki na dwa metry betonowy mur! Pies drapał, że od zachodu i cień rzuca długi i głęboki na naszą trawę, wiśnie i jabłonie.

Bo na zachodzie prawie jak u Remarque’a. Bez zmian. Prawie.

Reklamy

5 myśli na temat “Zwierz mi się, sąsiedzie

    1. Może. A może nie 😉
      Gdyby chciała mi się zwierzać jako kompletnie nieznajomej osobie, to jeszcze przymknęłabym oko i nic nie mówiła. Ale… świeżo poznanej SĄSIADCE? Jakoś tak mnie ten koncept odrzuca. Wydaje mi się, że zbyt dużo tu punktów wspólnych przy zbyt powierzchownej znajomości.

      Polubienie

      1. Pani ocena sąsiadki,ot klasyka ale czyż nie będzie ciekawiej,dociec co sąsiadka pomyślała ? Proszę dla dobra znajomości przedstawić nowopoznanej,pity z trzech lat,stan rodzinny,rodzinę do trzeciej odnogi itd itp.

        Polubienie

  1. Człek człekowi księgą otwartą. Autobiograficzną. Audiobookiem w dodatku;) Prawdą jest, że ludzie potrzebują nie tyle dobrych mówców, co dobrych słuchaczy. Myślę, że Twoja sąsiadka jest bardzo samotna, skoro wywaliła Ci cały swój życiorys jak kawę na ławę. Samotność rodzi taką desperację.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s