Przechodni półcień, nędzny aktor i powieść idioty

Sobota, połowa sierpnia

Rozalynd powoli rozplotła włosy, spuściła je kasztanową kurtyną na kości policzkowe.

– A w zeszłą sobotę, a w zeszłą sobotę mieliśmy grilla z naszymi dobrymi znajomymi.
To powiedziawszy rozpuściła ręce, spuściła je bezładnie wzdłuż boków.

– Dzień wcześniej, w piątek, wrócił z hospicjum, gdzie spędził kilka krótkich dni, wabiony wizjami sprzętu, który miał poprawić choć trochę jego stan. W zasadzie dopiero tam chyba dowiedział się, że nie ma już żadnej nadziei na wyleczenie. My, najbliżsi, posiedliśmy tę świadomość już wcześniej, ale nie mieliśmy czy to serca, czy może odwagi, by zabić w nim to, co wszakże powinno umierać ostatnie. Ponieważ, jak się okazało, nie mogli już za bardzo w niczym pomóc wrócił, by umierać wśród rodziny, w lesie, we własnym domu nad jeziorem.

– No a w sobotę był ten grill, zorganizowany trochę dla oderwania myśli, a w dużej mierze dla zajęcia dzieci, z którymi staraliśmy się nie chodzić do ich domu, bo on potrzebował spokoju. Który to spokój obecność naszej głośnej dziatwy w sposób znaczący zaburzała. Znajomi natomiast mają dwie córki, w wieku zbliżonym do naszych łobuziaków, więc idealnie…

Poniedziałek

W wieczór pierwszego poniedziałku po tym sobotnim grillu zmarł. W niecały tydzień po skończeniu przez Mila roczku. Ten ostatni nawet nie będzie pamiętał swojego dziadka, z którym jeszcze nie tak dawno chodziliśmy razem na spacery po lesie.

Chłopcy już spali, kiedy mama zadzwoniła po mnie, gdy wezwani ratownicy orzekli, że niestety to już konanie. Zdążyłam, trzymając go za rękę w tych ostatnich minutach jego życia, zdumieć się jak bardzo zmienił się fizycznie w ciągu zaledwie kilku minionych tygodni. W zasadzie, zdumiewało mnie to stale ostatnimi czasy, a z dnia na dzień było coraz gorzej.
Tego wieczoru, kiedy przyszłam do domu rodziców, nawet nie wiem czy był świadomy tego, co dzieje się wokół niego. Nie zapytałam o to towarzyszących nam jeszcze przez jakiś czas medyków w pomarańczowych kombinezonach, i już nigdy się tego nie dowiem…

Dla kontrastu z Grzegorzem mój ojciec wiedział co mu jest i dzielnie stawał do walki ze swym śmiertelnie groźnym wrogiem. Poddawał się karnie zaleceniom lekarzy, gdy trzeba było jeździł na operacje. Pandemia, czy nie, stawiał się na każdą kolejną chemię. Wiedział, że nowotwór to nie zawsze wyrok śmierci, że można z nim wygrać. Udało mu się to w przeszłości już dwukrotnie, choć z innym rakiem. Był zdecydowany poddać się obiecującej eksperymentalnej terapii, do której się zakwalifikował. Nie zdążył.
Rak trzustki zwykł wygrywać. A już zwłaszcza taki z wielonarządowymi przerzutami. Hart ducha przegrał nierówny bój z fizycznym wyniszczeniem organizmu.

Następny poniedziałek

W miniony poniedziałek odbył się pogrzeb. A ja wciąż tkwię w takim dziwnym stanie świadomości, jakby ta nieobecność wynikała li tylko z jego wyjazdu na wakacje. No bo przecież to niemożliwe, żeby już go nie było. Tak wcale. Tak nigdy.

Będzie mi Cię bardzo brakowało, Tato.

20 myśli na temat “Przechodni półcień, nędzny aktor i powieść idioty

  1. Nie umiem nawet wyrazić, jak bardzo mi przykro…
    Mogę sobie tylko wyobrazić to, co teraz czujesz…Gdyby dało się odjąć komuś choć kawałek bólu…niestety się nie da.
    Ściskam Cię mocno i ślę dużo dobrych myśli. Trzymaj się❤️
    On będzie żył w Tobie…choć wiem, że to nie jest pociecha na to, co teraz czujesz…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Och, Herne nie wiedziałam, że przeżywasz ciężkie chwile. Kiedy zmarł mój tata nie pomagały mi żadne słowa otuchy, chciałam, aby żył, był. Aż którejś nocy po pogrzebie siedząc przy otwartym piecu i strzelających iskiereczkach ognia, podeszła jego niebiologiczna mama (nie lubię słowa macocha) i pogłaskała po głowie 16 letnią Basię i powiedziała słowa, które mi choć trochę pomogły, których starłam się trzymać – „Basiu tata patrzy na ciebie z góry i chciałby widzieć swoją córeczkę uśmiechniętą, szczęśliwą”. Pomyślałam, że on tak daleko jest bezradny i nie umie mi pomóc w nieszczęściu. Starałam się i często myślałam, on mnie widzi, patrzy teraz na mnie… Przytulam Ciebie Herne. Współczuję.

    Polubione przez 1 osoba

    1. W takich chwilach wiara w dusze, w Boga, w jakiś dobrobyt/dobrostan po śmierci jest jednak bardzo przydatna…
      Najtrudniej ma w obecnej sytuacji moja mama, a ja nawet średnio mam czas, by jej realnie pomóc :/

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s