Selfie na orbicie Planety Zamiarów

– Tej, Rozalynd, mogłabyś wreszcie przestać tak się miotać jak karaś na tarlisku? – Czarna Pantera z chrzęstem w kostkach rozprostowała nogi. Hamak w nieprzypadkowych barwach tęczy zakołysał się leniwie – Działasz mi na nerwy. Wybitnie.

Matylda tylko podniosła wzrok znad czytanej książki, machnęła ręką gestem kota przeganiającego muchę.

– Nie bardzo – odparła Rozalynd. Nie przerwała jednak swego biegu. Słusznie. Miękka orbita w zielonej trawie wokół jabłoni nie wydepcze się sama.

– Jest tyle rzeczy do upchania w tym krótkim czasokresie codzienności. Tyle planów chciałam zrealizować, choć częściowo, w minimalnym chociażby zakresie, a mimo to owo minimum zdaje się zacieśniać w pętli nieustającego niedoboru czasu. Czy, jak powiedzieliby złośliwi doradcy, nieumiejętnej jego organizacji. Pfu! Pfu!

Ale jak tu sobie organizować czas, kiedy wszystko zdaje się tak bardzo zależne od chwilowych kaprysów, nieledwie, przypadku? Kiedy drzemki Mila, choć dwie w ciągu dnia, wypadają codziennie w innych godzinach? Kiedy Damacjusz z różnym natężeniem i determinacją dopomina się zabaw Jacksonem, albo Borsukiem Bartkiem? Kiedy każde wyjście na spacer, będący realizacją nie tylko dziecięcych, co moich własnych potrzeb, wymaga przygotowań równie co on sam długich? Kiedy, nie będąc ani mistrzynią w gotowaniu, ani też jego pasjonatką, staję na głowie kreatywności, by skompletować dla każdego jakiś racjonalny i zdrowy posiłek? Abstrahując już od Damacjuszowego okresu pod wdzięcznym tytułem „tego nie zjem, tego nie lubię, tego dzisiaj nie chcę”? Zaś pomiędzy tym wszystkim i w trakcie takoż, pilnuję, na wzór niemalże dozorcy więziennego, prawa i porządku wśród puszczonej wespół na wybieg progenitury? I tak, ja wiem, że „mogłam mieć gorzej”, że Król Słońce mógłby nie brać tak często na siebie gotowania obiadów, prania, sprzątania. Lecz owa świadomość nie sprawia magicznie, że czas rozciąga mi się zielonym łanem u stóp, że tylko iść i rwać kwiaty kreatywności oraz samorozwoju.

– W zasadzie, czynności wokół domu stały się, w czasie aktywności młodzieży, swoistą ucieczką od generowanego przez nią hałasu i psychiczno-emocjonalnej karuzeli, przed przebodźcowaniem rodzicielskiego systemu nerwowego. Czy to nie dziwne, że choć przecież kocham te blondwłose łebki, to jednak wizja zejścia do piwnicy z praniem jawi mi się w pastelowych barwach wybawienia?

– Obiecuję więc sobie, wciąż na nowo, wciąż niepomna skromnych zasobów tak czasu, jak prozaicznej wydolności organizmu, padającego wdzięcznie na twarz zaraz po wieczornym uśpieniu człowieczków, że dziś wieczorem się zajmę. Że chcę wziąć udział w kolejnym konkursie Biedronki na ilustracje, że jest do ogarnięcia Jacka Kłosińskiego „Tydzień z marką osobistą” (samo mięsko!), że plakaty, że wzory na tkaniny same się przecież nie zrobią, że moje konto na Instagramie czeka na ogarnięcie, tylko usiąść codziennie wieczorem choć na godzinkę, na pół przy komputerze, wziąć tablet do ręki, kiedy w drugiej kolacja, piórko można chyba chwycić w zęby przecież, prawda?

A potem się znienacka budzę, ciągnięta za włosy dziesięciomiesięczną rączką, i okazuje się, że choć mogłabym przysiąc, iż to jeszcze powinien być środek nocy, to jest kolejny dzień, Dzień Świstaka, a przede mną stoi nowe, choć codziennie takie samo, to zawsze jednako wyczerpujące wyzwanie, a mianowicie zrobienie tym małym ludzikom śniadania. Zdrowego, no bo przecież!

– A nie możesz przełożyć tych ambitnych planów na później? – Matylda postanowiła przejawić choć pozór zainteresowania tematem – Wiesz, na te lepsze czasy, kiedy chłopcy pójdą do żłobków, przedszkoli, a ty wrócisz do pracy?

– Myślałam i nad tym – przyznała Rozalynd – jednak wyszło mi w skrupulatnych obliczeniach, że wówczas, wbrew pozorom, będzie jeszcze trudniej. Głównym motorem napędowym tych planów, ich nadrzędną pożywką jest gorąca chęć zmiany mojej pracy. Przebudowania całego życia zawodowego, wzniesienia go na nowych fundamentach. Docelowo – freelancing, i to w innej nieco branży niż obecnie toczy się moje życie zawodowe. Albo raczej moja obecna zawodowa agonia.

Więc nie, nie przestaję się miotać jak szalona pleszka wśród listowia lilaku, orbita wokół fantastycznych zamiarów, wokół planów czekających na realizację, nie wydepcze się sama.

21 myśli na temat “Selfie na orbicie Planety Zamiarów

  1. Ano. Mam to samo. I jeszcze mam wrażenie, że jest coraz gorzej. A jak jeszcze raz usłyszę kobietę z poprzedniego pokolenia, jak to ONA miała ciężko, bo ten jej to jeszcze pił i bił, a dzieci nie marna 2 tylko stado… To normalnie zacznę strzelać. Albo vomitowac. Sama nie wiem. Trzymaj się.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oj tak! Moja własna matka miała nas trójkę, a do tego ma taką miłą cechę, że każdy temat rozmowy szybko przekierowuje na opowieści ze swojego życia. Nic nie mogę się pożalić, a tylko słucham jaka to ona była dzielna – mam ochotę gryźć.

      Ech, też mi się wydaje, że jest coraz gorzej, mam nadzieję, że ta tendencja się kiedyś zatrzyma, co? :/

      Polubienie

  2. ja to nie mam dzieci, ale ciągle od mamy słyszę,że zobaczę kiedyś jak to ona miała ciężko! w domyśle, ja nie miałam zmywarki i bez pomocy swojej mamy dałam radę, a ty to …. no raczej z jednym się nie ogarniesz. Nie ma to jak wiara !~;)
    Dużo cierpliwości!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cha cha, „urocza” jest ta „wiara” Twojej mamy! 😉 Strasznie denerwujące tak w ogóle są takie niewspierające teksty ze starszego pokolenia z przekazem: „ty to nie wiesz nawet co to znaczy ciężko, JA to miałam ciężko/NASZE czasy to były ciężkie!” 🤦🏻‍♀️

      Polubienie

      1. ok, mama miała ciężko, dwójka dzieci, rok po roku, ciężko samej wyjść na spacer, jedno nie chodzi, drugie to noworodek , a piętro 4 bez windy. Ale myślę,że dziś presja na kobiety jest dużo większa. Mama po porodzie mojego najmłodszego brata do formy dochodzi 26 rok, a dziś oczekuje,że się tydzień po porodzie kobieta będzie jak modelka. Kiedyś siedziałam po szkole 5 godzin na podwórku, dziś niemowlaki wozi się na jogę, angielski i zajęcia umuzykalniające. Miałam 7 lat i z ospą zostałam 6 godzin sama w domu, bo rodzice mieli gości i pojechali pokazać im miasto. Dziś to by mnie opieka społeczna zabrała na sygnale;)

        Polubione przez 1 osoba

  3. Pomyśl, że za kilka bądź kilkanaście lat, kiedy ptaszki wyfruną z gniazda będziesz ten okres wspominać z tęsknotą 🙂 A marzeń i planów nie ma co odkładać na później, jeśli się bardzo czegoś chce to wierzę, że to się spełni 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Brawo Herne, podziwiam. Pomyślałaś, co lubisz najbardziej i robisz to, a przynajmniej zmierzasz w tym kierunku. Jestem z Tobą.
    A dzieciaczki dają się we znaki czasem, ale to największy cud. Niech się chowają zdrowo i dają mamie niejedną chwilę wytchnienia

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ostatnio to moje zmierzanie w upatrzonym kierunku zmieniło się w zatrzymanie, niestety 😦 Brakuje mi sił, a gdy się zmobilizuję kosztem snu, to następnego dnia z niewyspania mam mniej cierpliwości do wszystkich. Na czele z moimi nieletnimi, niestety 😦
      Staram się polować na te momenty, kiedy młodzież pośnie wcześniej 😉

      Polubienie

  5. Że czym się bawi Damacjusz? 😀
    Ja to wszystko znam, kochana, ja to wiem. Przerabiałam… przerabiam, jednocześnie nie mogąc sobie wyobrazić innego życia. Nie chcę. I tak sobie mówię, że jakoś, że z czasem… Ale widzisz, miałam chwilę to się zagapiłam i o. Po chwili. Nadeszła Tamaluga.
    A przedszkole – wiadomo, sprawy nie rozwiąże. Dojdzie odprowadzanie, przyprowadzanie, a jeszcze udział aktywny i bycie pod telefonem, bo przecież różne się rzeczy dzieją, a to Damacjusz przedszkola nie chce i kolejny problem. Ech.
    Ale my to kochamy, a z marzeń nie rezygnuj, bo jak się człek uprze to wszystko jest możliwe.
    Przytulam mocno!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, masz rację, kochamy to 🙂 Jedyne co mi zaburza sielankowy obraz i możliwość poczekania z marzeniami na to przedszkole, czy szkołę (boże broń – studia ;)), to świadomość smętnej konieczności powrotu do pracy zarobkowej. Wolałabym tylko chcieć, a nie jeszcze musieć 😉

      Polubione przez 1 osoba

  6. Współczuję serdecznie. Sama czuję się często tak samo. Ostatnio kompletnie nie mam czasu na pisanie, i bardzo tego żałuję. Na razie jestem na strasznym dla mnie i wyczerpującym nerwowo etapie wysyłania propozycji wydawniczej do wydawnictw. I sprawdzania co 5 minut, czy ktoś nie odpisał 🙂 Żle to robi na wenę. A czytałaś nową bajkę Biedronki? W jakim jest stylu?

    Polubione przez 1 osoba

  7. Witaj! Jestem tu pierwszy raz… Masz bardzo ciekawy styl pisania. Podoba mi się u Ciebie, choć problem jakoby mnie bezpośrednio jeszcze (tu się chyba zacznę cieszyć) mnie nie dotyczy. Nie wiem czy kiedyś będzie. Życzę Ci jednak siły i wytrwania. Czasem trzeba dociągnąć pasa by potem moc zbierać tego owoce. Myśl o efektach. Pozdrawiam ciepło.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cześć! Miło mi, że wpadłaś, jeszcze milej, że Ci się spodobało 🙂

      O tak, siłę przyjmuję w ilościach hurtowych, szkoda, że jej jeszcze w formie suplementów nie sprzedają 😉
      Pozdrawiam Cię również 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s