Pandemia zarzewiem rozwodu

Raport z czasów pandemii, część pierwsza.

.

I – #zostańwdomu

Nie zostałam w domu dużo bardziej niż byłam w nim już wcześniej, od czasów narodzin Mila. Jedyną zauważalną zmianą jest to, że zaprzestaliśmy jakichkolwiek odwiedzin i zapraszania do nas gości. Czyli i tu niewiele się zmieniło, znajomych na żywo widziałam ostatnio… w czerwcu ubiegłego roku? Ciężko jest się spotkać z nimi w sezonie jesienno-zimowym, z tymi, co to mają dzieci w wieku przedszkolnym. Zawsze ktoś jest chory, psikający, kaszlący. Z niemowlęciem w domu niekoniecznie takich niezdrowych chcesz oglądać. Dla mnie nie jest to wielka strata – będąc rasowym introwertykiem do spotkań z ludźmi raczej się przymuszam, niż wyczekuję ich z utęsknieniem. Król Słońce też zdaje się zazwyczaj zadowalać towarzystwem innych ludzi w pracy. Jednak dla Damacjusza i Mila jest to dość niekorzystna zmiana. W moim tej sprawy widzeniu. Zwłaszcza dla Mila, który w swoim siedmiomiesięcznym życiu, jak dotąd nie miał okazji poznać (ba, zobaczyć!) zbyt wielu przedstawicieli swojego gatunku poza naszą trójką, a wiosna i lato miały ten trend wreszcie odczarować. Tak, obecny czas sprawia, że Milo zapieka się w nieznajomości dziadków. Obu babć nie rozpoznaje, a na widok dziadków wybucha płaczem. Zresztą, zapobiegliwie płacze na widok większości obcych mu ludzi, być może w obawie, że to znowu jakiś lekarz i zaraz będą go rozbierać i oglądać ze wszystkich stron. Aj, wróć: płakał w czasach przedkoronawirusowych. Teraz na pewno mu się nie polepszy. Obawiam się już na zapas jego pójścia do żłobka i mentalnie (oraz finansowo) przygotowuję na kilka miesięcy urlopu wychowawczego i, łamane przez lub, pracy w obniżonym wymiarze czasowym.

A Damacjusz? Cóż, odkąd zrobił sobie wolne od przedszkola w październiku nie przejawia oznak chęci powrotu doń, więc zamknięcie placówek nie jest dla niego bolesnym zawodem. Lub dla mnie jakąkolwiek zmianą sytuacji. (A nie, przepraszam, w związku z koronawirusem płacę niższe o połowę czesne, a nadto nauczycielka Damacjusza codziennie przysyła swoim podopiecznym propozycje zadań/zabaw. Więc tutaj, o ironio, wychodzimy na plus.)

Owszem, czasem wspomina Damacjusz koleżanki i kolegów. Głównie koleżanki.

Innymi słowy: ja tam na szacownej czteroliterowej, w domu, zamknięta z dwójką dzieci, z których co najmniej jedno jest trochę bardziej wymagające, a absorbujące są oba te egzemplarze mini ludzi, siedzę od października. Nie nudzi mi się z racji rzeczonych mikrusów, a wręcz przeciwnie, permamentnie nie mam czasu na przekierowanie mojej kariery zawodowej na bardziej mi przyjazne i pożądane tory. Owszem, spisuję sobie tylko pomysły, marzę i planuję, a w tym czasie moja ręka niefrasobliwie popada w nieudolność. Stan wysoce niewskazany gdy wiążesz karierę z rysowaniem.

.

II – Ogród i las vs zaciszne objęcia kanapy

Mamy w tej sytuacji szczęście zwane ogrodem. I drugie – las w pobliżu. No, ten drugi, jak wieść gminna niesie, powinniśmy sobie też już odpuścić. A szkoda, bo on całkiem odludny, jakby większości mieszkańców okolicy wystarczały własne ogrody właśnie.

Nie szukając zresztą daleko, teściowa nie raz zapytywała mnie z nieskrywanym zdziwieniem: „po co chcesz na spacer do lasu iść, jak masz własny ogród?” I to jeszcze w odległych czasach przed pandemią… Niestety mój mąż odziedziczył to podejście po swoich rodzicach (teść z kolei z rodzaju tych, którym ćwiczenia zalecone przez lekarza, „owszem, pomagały, ale nie chce mu się ćwiczyć, bo po co?”). Widzicie więc, że nie mogę, no naprawdę nie mogę teraz umrzeć, na cokolwiek, bo w przeciwnym razie Damacjusz i Milo, gdy wpadną wraz z Królem Słońce pod opiekuńcze skrzydła mych szacownych teściów, skończą najprawdopodobniej jako rozciapciane gostki o niewielkiej ambicji i woli zrobienia ze swoim życiem czegoś sensownego, może poza spłodzeniem następnego pokolenia, posadzeniem drzewa, bądź chociaż krzaczka czarnych porzeczek i wybudowaniem domu, lub chociaż zrobieniem remontu łazienki, spędzające długie godziny przed komputerem na graniu w nowej generacji gry – przy odrobinie pomyślnych wiatrów – strategiczne. Nie, to nie jest wierny portret Króla Słońce. Nie do końca. I tak, wiem, jeśli akurat taki scenariusz dawałby im szczęście i poczucie spełnienia, to czemu nie? Jednak, że oni połowę genotypu mają po mnie, to co do tego szczęścia na kanapie miałabym lekkie wątpliwości.

.

III – Myśli o rozwodzie (silne są w narodzie)

I nie, pandemia wcale, a piszę to śmiertelnie poważnie, nie zwiększyła częstotliwości moich myśli o rozwodzie. Najwyraźniej w moim przypadku palmę pierwszeństwa na tym polu dźwiga niezmordowanie pojawienie się drugiego dziecka, które to wydarzenie pobiło na głowę poprzedniego czempiona, czyli pojawienie się pierwszego dziecka. Nie, żeby było tragicznie, ale, na litość boską, czemuż ten człowiek, któremu kilka lat temu rzekłam „tak” w przytomności urzędnika, tak bardzo wzbrania się przed jakimkolwiek czytaniem, tudzież inną formą zdobywania wiedzy o szeroko pojętym wychowywaniu dzieci? Owszem, sypanie żarcikami o braku dołączonych do latorośli instrukcji obsługi bywa zabawne, jednak tylko do pewnego momentu, a mianowicie takiego, gdy się konsekwentnie olewa wszystkie podsuwane przez małżonkę pod nos fachowe opracowania. Te myśli o rozwodzie, trochę kanciaste, trochę rosochate, przychodzą i odchodzą, jak pływy oceanu, na falach poirytowania. Może każdy związek musi czasem o nie się otrzeć?

A teraz, dzięki pandemii, Król Słońce pracuje zdalnie, dzięki czemu ma dla nas więcej czasu, więcej spokoju, uśmiechu i chęci. To już drugi plus tej plagi.

.

IV – Komu wolny tydzień gratis?

Zapiszmy też w annałach, trochę w charakterze humorystycznej anegdoty, iż Król Słońce dostał w gratisie tydzień wolnego.

Cały poprzedzający te dość nieoczekiwane wakacje tydzień chłopaki z sekcji informatyki w ich firmie (dodajmy, że to „budżetówka”) dzielnie pracowali nad umożliwieniem wszystkim pracownikom w kilku rozsianych po mieście filiach przejście na pracę zdalną. Po to, by w piątek tamtegoż tygodnia, pod koniec pracy, dyrektorka raczyła zmienić zdanie, mówiąc ich kierownikowi, że no chyba oni sobie nie myślą, że w domach będą gapić się w sufit?! Następnego poniedziałku szli więc do pracy normalnie. Środkiem wczesnej prewencji ustalono natomiast poranny pomiar temperatury u wszystkich pracowników. I takim sposobem w tamtenże to poniedziałek wysłano Króla Słońce do domu w pół godziny po dotarciu do pracy – bo termometr wykazał stan podgorączkowy. To nic, że następny, kontrolny, żadnych anomalii nie potwierdził – machina strachu ruszyła. Lekarka, z którą mąż miał teleporadę, teleporadziła mu, by na wszelki wypadek posiedział przez tydzień w domu, bacznie się obserwując. No mus, to mus, prawda?

Od środy cała męża firma pracowała już zdalnie.

Cdn.

PS. Ośmiornicę narysowaliśmy z Damacjuszem na spacerze. W lesie.

13 myśli na temat “Pandemia zarzewiem rozwodu

  1. Ośmiornica piękną jest. Myśli o rozwodzie są normą u matek małych egzemplarzy. Pandemia na ten moment przeraża tylko co do przyszłości, bo tak naprawdę panikę wzbudza nie wirus, lecz zapaść gospodarcza, która nadejdzie. A przerabiasz te zabawy od pani z przedszkola? Bo Żaba odmówiła, nic się jej nie podoba, choć kilka co fajniejszych próbowałam wdrożyć. Mam wrażenie, że w przedszkolu te zabawy działają, bo są grupowe, a nie dlatego, że są fajne.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Panikę wzbudza chyba też stan naszej niedofinansowanej służby zdrowia…

      Niee, zadań z przedszkola nie przerabiamy. Nawet Damacjuszowi specjalnie ich nie proponuję – nawet w przedszkolu wolał stać z boku niż brać w większości udział 😉 I mam wrażenie, że ciekawsze dla niego rzeczy wymyślamy sami. Ale przesyłam te zadania dalej, do koleżanki, i ona i jej czteroletnia córka są zachwycone 🙂

      Polubienie

      1. Mężczyźni bardzo często uważają że wszystko wiedzą. Wychowanie dzieci, to pewnie z wzorca rodzinnego czerpią. To tak jak o lekarzach mówią ” a co on tam wie”. Może łuski spadają z oczu i widzisz miłość też w innym świetle niż dotąd. Oby jak najrzadziej rozczarowywal Ciebie, kochana, dobra Herne, tego życzę

        Polubione przez 1 osoba

          1. Och to prawda, bo one to cud. Dzieki nim łagodniejemy często i stajemy si,e cierpliwsi. Ale kto staje, to staje, a kto wyostrzy zapędy, że mam władzę i jestem większy lepiej wiem.., są i tacy. Myślę, że to nie twój mąż, bo takie osoby przy tym staja się bardziej agresywne, one żądają posłuchu bez tłumaczenia. Takich się boję.
            Myślę te, że niektórych nic nie zmienia, oprócz prawdziwek tragedii, gdzie życie wali się, dopiero.. . Bądź dobrej myśli i sprytem przemycaj mu artykuły, domagaj się jego opinii, że ona ważną jest dla Ciebie.

            Polubione przez 1 osoba

  2. U mnie podobnie, ja też jak wiesz przymusowo siedzę w domu, gdyż z powodów zdrowotnych Tamaluga do przedszkola nie chodziła. Ale ona z kolei lubiła i tęskni. I ja, tak jak ty do kanapowców nie należę i obecna sytuacja nieco mi doskwiera. To, co nas różni to niewątpliwie ogród, który u mnie nie występuje, niestety. Wychodzę z dziecięciem na międzyblokowy placyk, szumnie boiskiem zwany. O rozwodzie nie myślę, może dlatego że nikt by nam go nie udzielił, gdyż nie mamy ślubu. 😀
    Tamalugi przedszkole też codziennie wstawia nowe zabawy na stronie, i czasami nie nadążamy wszystkiego wykorzystać, a Tamaluga lubi i chętnie się angażuje.
    A poza tym, głowa do góry, będzie dobrze, naprawdę. Jakoś to przetrzymamy. Póki co, możemy założyć międzyblogową grupę wsparcia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s