Hangar

Jak się już pochwaliłam, sprawiłam sobie zgrabny samolocik. I tak strasznie cieszyłam się tą kolorową myślą o lataniu, o podbijaniu niebios, eksplorowaniu przestworzy. Niestety. Proza życia postanowiła sprowadzić mnie do parteru. I przytrzymać kolanem.

Innymi słowy, Damacjusz zbojkotował przedszkole. A my, jako dobrzy, kochający i wspierający rodzice (czy może, według bardziej, jeśli nie fachowej, to na pewno dosadnej nomenklatury dość szerokiego grona „innych ludzi”: frajerzy) przystaliśmy na jego projekt pozostania w domu. I tak już drugi miesiąc mija. Chyba żadne z nas – Damacjusz, Milo i ja – nie wychodzi na tym jakoś super dobrze, niemniej Damacjusz twardo odmawia powrotu do placówki. Scenariusz jest zwykle ten sam:
W ciągu dnia, gdy „mimochodem” inicjuje się rozmowę o przedszkolu, dochodzi do wniosku, że stęsknił się za dziećmi z grupy i w związku z tym jutro chce doń iść.
Entuzjastycznie potwierdza ten komunikat wieczorem, przed spaniem. Natomiast rano wchodzi na wysokie rejestry stanowczego buntu i uporu, kiedy Król Słońce delikatnie próbuje go budzić:
– Nieee! – płacze – Nie chcę iść do przedszkolaaaa!
– Ale przecież sam chciałeś, żeby cię obudzić – tłumaczy Król Słońce – mówiłeś wczoraj, że mam cię obudzić, bo chcesz jechać do przedszkola.
– Niee! Nie chcę do przedszkola!
Czasami przebieg wypadków ulega delikatnym modyfikacjom, a mianowicie protest song, choć równie stanowczy i głośny, włącza mu się w samochodzie, lub w szatni przedszkola.
Minione dwa tygodnie odpuściliśmy z pytaniem go czy może pragnie już wrócić, aż do ubiegłej środy, kiedy przy śniadaniu orzekł:
– Jutlo pójdę do przedszkola.
– Nie – odparłam – jutro nie pójdziesz.
– Dlaczego? – hejj, czy ja w jego głosie dosłyszałam całkiem wyraźne nuty smutku?
– Bo tata w poniedziałek powiedział w przedszkolu, że nie będzie cię cały tydzień.
– A dlaczego tak powiedział?!
No bardzo ciekawe dlaczego, zaiste.
– To pójdę pojutse – stwierdził radośnie.
– Nie, pojutrze jest piątek i to jeszcze jest ten sam tydzień. Możesz iść dopiero w poniedziałek.
Wyciągnęłam przed siebie dłoń i za pomocą palców zaczęłam mu tłumaczyć ile dni musi odczekać.
– No dobla, to pójdę w poniedziałek.

I choć wczoraj tę wersję podtrzymał, to muszę się przyznać, że nie bardzo w ten jego powrót wierzę. Odnosimy z Królem Słońce wrażenie, że skonfliktował się z opiekunką grupy. Nie tylko zachowanie Damacjusza nam na to wskazuje, ale też jej uwagi na indywidualnych „konsultacjach” z rodzicami. Jak wiele zależy od człowieka. Nauczycielka ze żłobka jest bardzo ciepłą, kochającą swoich podopiecznych i wyrozumiałą kobietą, i ją też Damacjusz uwielbia. A tu… jakże odmienna historia.

No i takimże to sposobem „siedzę w domu” (boże, jakże to odległe od faktycznego siedzenia!) z dwójką dzieci, czteromiesięcznym Milem i trzyletnim Damacjuszem. Nie mam czasu na bardzo wiele rzeczy, mnóstwo innych robię na pół gwizdka. Rozsądek mówi, że mam w tym szaleństwie dbać też i o siebie, więc wieczorami wybieram sen, by przespać te cztery-pięć godzin na dobę, a potem sobie wyrzucam, czy to jednak nie lenistwo, a nie rozsądek, każe mi iść spać, zamiast rysować?
Wmawiam sobie dzielnie, że przecież jeszcze zdążę, że do powrotu do pracy jeszcze sporo czasu, więc dane mi jeszcze będzie rozwinąć skrzydła, rozbudować portfolio, zmienić w swoim życiu to, co chcę. Ale jak dalece jest to uzasadniona wiara, a jak bardzo złudne nadzieje?

Cessna, w hangarze, czeka na jasne niebo…

32 myśli na temat “Hangar

  1. Kochana, po kolei, daj sobie trochę czasu… Nie powinnaś wywierać na siebie takiej presji, bycie mamą (dwójki!) na pełen etat to naprawdę ciężka harówka, a przeciez to jest dla Ciebie, dla was wszystkich, nowa sytuacja…daj sobie czas… Dopiero co sprowadziłaś na świat nowego człowieka, zasługujesz na chwilę oddechu (a umówmy się, w twojej sytuacji ciężko o takim oddechu w ogóle mówić), zanim podbijesz świat! A co do tego ostatniego nie mam najmniejszych wątpliwości, że to się stanie, bo jesteś tak niezwykle, porażająco i kosmicznie utalentowana, że chciałabym mieć w domu GALERIĘ Twoich prac! ❤ Będzie dobrze, jak mówi pkropka, wszystko się ułoży… Bądź dla siebie wyrozumialsza, odwalasz kawał ciężkiej i fantastycznej roboty każdego dnia, a ja wierzę, że z czasem będzie Ci coraz łatwiej, i wszystko poukładasz… I jeszcze będziesz się mierzyć z takim fejmem kiedyś, że aż Ci głupio będzie, że tak w siebie nie wierzyłaś! 😉 Ściskam Cię mocno, buziaki dla tych dwóch małych gnomów (tak mówimy na moich siostrzeńców ;)), niech zdrowo rosną! ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jest u nas jedna super pani z przedszkola, niestety ma starszą grupę.
      Ech, powinni jakoś lepiej te babki weryfikować. Te dzieciaki trochę za małe są jeszcze, by im porządnie wytłumaczyć, że nie wszystkich nauczycieli muszą lubić…

      Polubienie

  2. No, właśnie miałam pytać jaka tego przyczyna, ale domyśliliście się. Już sobie wyobraziłam tę nauczycielkę. Taka sytuacja też nie może trwać w nieskończoność, więc może to wy powinniście wziąć ją na indywidualne konsultacje. :/
    Damacjusz mi coś przypomniał, tak trochę z innej beczki. Gdy Wiktoria miała z 9 czy 10 lat coś tam przeskrobała i jej ojciec wymierzył jej najdotkliwszą z kar. Zabronił lekcji tańca, do odwołania. Widziałam po jej minie, że ją ruszyło, ale zachowała kamienną twarz i po chwili mówi, że właściwie to się dobrze składa, bo ona i tak chce z tych lekcji zrezygnować. Na to jej ojciec: „Co?! Tak ci zależało! Tyle kasy za to płacę! Marsz na taniec, ale już!”
    Buahahaha. Tak oto 9 latka załatwiła dorosłego.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Świetnie to Wiktoria rozegrała! Widzę, że Tamaluga nie pierwsza taka gwiazda u Ciebie 🙂

      Co do przedszkolnych opowieści. To są tylko nasze domysły, od Damacjusza ciężko coś konkretnego wyciągnąć.
      Ale, ale. W sumie po części cieszę się z takiego obrotu spraw: nie chodząc do przedszkola żadnych przedszkolnych zaraz i plag nam dziecię do domu nie przytarabani i Milowi nic nie sprzeda 😉 To by było jednak dużo gorsze.

      Polubienie

  3. Oj co prawda, to prawda. My z Tomkiem zastanawialiśmy się poważnie czy w ogóle z przedszkola nie zrezygnować. Przecież Tamaluga chodzi tydzień na tydzień, a katar cały czas taki sam silny to ma od września! Gdyby nie fakt, że tak lubi to przedszkole, to od razu byśmy ją wypisali. Czasami ona też ma takie zaskoki, że nie chce iść, ale tylko przez chwilę. A gdy ją pytasz dlaczego, to niezmiennie odpowiada „bo tam są LEZAKI do spania!” 😀
    Wiem, że to tylko domysły, ale takie nauczycielki się zdarzają coraz częściej. A jeśli faktycznie tak jest, to bez względu na to, czy Damacjusz będzie chodził, czy nie, nie może być tak że przyczyniła się do tego jakaś baba, co to chyba przez pomyłkę tam pracuje. Wiesz, co mam na myśli. Może w szkole pracowała, skoro nie wie, że do takich maluchów trzeba mieć inne podejście.
    Mój Tomek zawsze powtarza, że ktoś może nie lubić dzieci, ale jeśli dziecko nie lubi jakiegoś dorosłego, to musi być z tym dorosłym coś MOCNO nie tak.

    Polubienie

    1. Obawiam się zatem, że ze mną jest coś mocno nie tak. Zawsze wydawało mi się, że dzieci za mną nie przepadają 😉 [Choć czekaj, wróć! Jak byłam z Damacjuszem na adaptacji w żłobku, to wszystkie się do mnie garnęły… Mimo konkurencji w postaci ich ukochanej pani, hmm 🤔.]

      Niech Tamaluga chodzi, jak lubi. Ponoć dzieci muszą w końcu odchorować pierwsze kontakty z placówkami – jak nie w żłobku, to w przedszkolu. Jak nie w przedszkolu, to w szkole. To chyba lepiej w przedszkolu już? Damacjusz ma niby hartowanie za sobą, z czasów żłobkowych. Teraz sam nie choruje, tylko ewentualnie przekazuje dalej 😉

      Polubione przez 1 osoba

  4. Wiesz, dla dziecka przedszkole to bardzo duże przeżycie. Taki trzylatek, oderwany od rodziców i dosłownie rzucony w tłum nieznajomych mu osób bardzo to przeżywa. Niektórzy rodzice nie opuszczają i wtedy z czasem udaje się malucha ugłaskać, inni jak Wy litują się nad malcem. Ja, jako pedagog chyba jestem daleka od posylania dziecka do przedszkola w wieku trzech lat jeśli sytuacja tego nie wymaga. To jeszcze taki maluszek, który potrzebuje matki, przytulenia i za Chiny ludowe nie chce być jeszcze dorosły i samodzielnie wiązać sznurówki 🙂 Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, zgadzam się z Tobą. Ja sama do przedszkola nie chodziłam i nigdy nie czułam się z tego powodu gorzej, chyba wręcz przeciwnie – właśnie dlatego, że nacieszyłam się mamą.
      Z Damacjuszem jest to o tyle dziwne, że do żłobka chodził już przecież dwa lata, w tej samej placówce, z tymi samymi dziećmi (połowa jego przedszkolnej grupy to jego znajomi ze żłobka) i generalnie chodził tam chętnie…

      Polubienie

      1. O to rzeczywiście dziwne, może teraz ma taki okres w życiu że rozumie więcej i bardziej potrzebuje bliskości, rodziców dlatego nie chce do przedszkola. Ja bym chyba całkiem opuściła bo mam za miękkie serce i zbyt małą wytrwałość 🙂

        Polubione przez 1 osoba

        1. Też już w sumie odpuściliśmy 😉 Jestem w domu na macierzyńskim, a on przecież dobrze o tym wie, to nie będę go na siłę wyrzucać. Zwyczajnie czułabym się z tym świńsko 😉

          Polubienie

  5. No i co, poszedł? Moje zdanie na ten temat znasz, to cie nie będę denerwować 🙂 ale trzymam kciuki. No dobra, jeszcze dodam (nie wsciekaj się za bardzo) że przedszkole same w sobie na uczyć współdziałania i dopasowywania się do grupy. W tym lepszym sensie. Nie wiem czy to teraz umiem dobrze wyjaśnić, bo padam z nóg. Ale generalnie nie chodzi o skakanie z mostu, bo wszyscy skaczą, ale o umiejętność zakończenia zabawy, bo jest pora na wyjście na placyk zabaw czy na wycieczkę. Nauczycielki trzeba słuchać. Dla własnego bezpieczeństwa i umożliwienia całej grupie harmonijnego planu dnia. Jest czas na usiadnięcie do stołu, na posłuchanie książeczki, na włożenie kurteczki. I w takich przypadkach wybujaly indywidualizm i niechęć do autorytetów naprawdę przeszkadza. Natomiast są inne modele przedszkoli z innym typem nauczania, no. Montessori. Może to byłoby lepsze?

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nie poszedł 😉 Wstał chętnie, wybrał pluszaka z którym pójdzie… i nagle stwierdził, że jednak nie. Nie dzisiaj. W inny poniedziałek pójdzie 🤪

        Nie, spoko, nie obraziłam się przecież.
        Trudno nam właśnie dociec co tu tak naprawdę jest przyczyną tej niechęci. W końcu w żłobku też były jakieś wymagania, jakiś rytm dnia i tam umiał się dostosować, a tu nagle nie?

        Szczerze mówiąc to nawet kiedyś zastanawiałam się nad przedszkolem Montessori, ale trochę mamy do niego daleko, i w odwrotną stronę niż oboje z mężem jeździmy do pracy.
        No nic, zobaczymy co to będzie dalej 😉

        Polubione przez 1 osoba

        1. Nie pracowałam nigdy w żłobku i szczerze mówiąc to panie tam pracujące uważam za anioły. Przynajmniej te, które zajmowały się moimi synami. Nie wiem, jaka jest różnica w rytmie dnia i wymaganiach wobec dzieci. Pewnie trochę jest. Zdarzają się też oczywiście antypatie między dziećmi a paniami. No i wtedy jest poważny problem. Ja raczej jestem lubiana, aczkolwiek jest kilku ananasow w grupie, którzy bardzo nie chcą się mnie słuchać i kompletnie maja moje polecenia za nic. Co nie przeszkadza im się przyłazic przytulać przy czytaniu czy kazać calowac stluczone kolanko 😉

          Polubione przez 1 osoba

          1. To może aż tak Cię kochają, że wiedzą, że mogą Cię nie słuchać? Wiesz, na tej zasadzie, że dzieci najgorzej zachowują się przy mamie, bo czują się przy niej najbezpieczniej? 😉

            No racja, w przedszkolu więcej różnych aktywności typu teraz robimy sałatkę, a teraz tańczymy za rączki. A Damacjusz (ponoć, wedle słów pani z przedszkola właśnie) raczej z tych, co najpierw wolą stać z boku i przyglądać się zdarzeniom z bezpiecznej odległości.

            Polubione przez 1 osoba

          2. tak, oczywiście, oni doskonale sobie już rozkminili, że mogą mnie nie słuchać. U nas pracuje taka babka, którą podziwiam szalenie. Ona ma taki ton głosu, donośny i silny, że nie musi krzyczeć, po prostu coś mówi, i wszyscy słuchają. Jak mówi „siadać” to ja pierwsza jestem na podłodze. A przy tym w żaden sposób nie jest napastliwa, piskliwa czy wrzeszcząca. Po prostu ma autorytet taki, że na część dzieci to działa. Bo nie na wszystkie. Są takie, do których nie dociera nic. I uwierz mi, gdybyś usłyszała, co czasem mnie spotyka, to byś zapłakała nad smętnym losem przedszkolanek. Pardon, nauczycielek przedszkolnych. Wystarczy, że wspomnę, że czasem wychodzę z nogami całymi w siniakach.

            Polubienie

  6. Macierzyństwo to sztuka cierpliwości, oj jakże bardzo się o tym przekonuję każdego dnia. I to z jednym ancymonkiem, w wieku Milo. Ty masz na pokładzie dwóch, także pokłady cierpliwości przydadzą się podwójne, a może i potrójne.

    Cierpliwość w macierzyństwie to również umiejętność odkładania zaplanowanych dla siebie spraw na kiedyś-tam. I ja Ci życzę, żeby to kiedyś-tam przyszło jak najszybciej, żebyś mogła się spełniać i „robić rzeczy”!

    A teraz spokojnie, powolutku, bez presji. Daj sobie czas, 4 miesiące to bardzo króciutko. Jestem pewna, że powolutku, po troszeczku, w swoim tempie dasz radę wrócić do swoich spraw. Przesyłam Ci dużo dobrej energii i jestem pewna, że wszystko się poukłada 🙂

    Pozdrowienia Mamusia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Ci bardzo! ❤️

      A cierpliwość… ano właśnie. Chyba główna cecha, jaką MUSI posiadać matka, żeby dać radę. Aczkolwiek przy dwójce to i dzieci tą cechę muszą szlifować w sobie. Trzylatek no ok, jeszcze, ale żal mi strasznie Milo, kiedy tak płacze i płacze, a ja nie mogę sensownie go uspokoić, dopóki nie ogarnę Damacjusza. Zaraz mi się wtedy załącza w głowie program nadający o wszystkich tych naukowych badaniach o szkodliwości długotrwałego płaczu na mózg maluszka 😭

      Polubienie

  7. Nie warto łamać go z tym przedszkolem. I tak jesteś w domu z młodszym. Niech nacieszy się Wami. Ja też nie chodziłam do przedszkola, b nie musiałam, mama nie pracowała. Dasz go do zerówki w szkole, tam gdzie sie ma uczyć dalej. Nie przejmuj się tym. A może mu się wcześniej odwidzi i zapragnie do dzieci, jak nie, to nie. Dobrze, że jest zdrowy i szczęśliwy, kiedy z mamą. Ściskam Ciebie mocno kochana mamusiu

    Polubione przez 1 osoba

  8. Dziękuję Ci 🙂 Twoja opinia jest dla mnie podwójnie ważna: prywatnie, jak i jako długoletniego, świetnego pedagoga.

    Będzie musiał i tak (niestety) wrócić do przedszkola, jak pójdę do pracy po urlopie macierzyńskim. A Milo do żłobka. W sumie to chętnie zostałabym z obydwoma w domu, być może właśnie do czasu aż obaj pójdą do zerówki, ale niestety nie możemy sobie na pozwolić na to bym została dłużej w domu 😦

    No widzisz, nie chodziłaś do przedszkola, a Twój rozwój społeczny chyba jakiś bardzo nie ucierpiał na tym. Zarówno ja, jak i mój mąż również doń nie uczęszczaliśmy i wcale nie mamy wrażenia, że coś nas ominęło 🙂 Więc pod tym względem się o chłopaków nie martwię 🙂

    Raz jeszcze dziękuję Ci, Basiu, za Twój głos ❤️

    Polubione przez 1 osoba

  9. Ja i moje dzieci też nie chodziły. Było biednie, to pamiętam. Wolałabym aby było skromniej ale nie biednie i razem z moją trójeczką. Ich rozwój społeczny też nie ucierpiał i jeszcze zdążyły nachodzić się to instytucji uczących wszelako. Trzymajcie się zdrowo, to najważniejsze. Całuski

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s