blogi szum

Damacjuszu. Powiedzmy sobie szczerze. Gdybym wiedziała, że ta krótka Twoja drzemka będzie tak długo trwała, to zamiast li jedynie czytać, wzięłabym się pewnikiem za pisanie. Ale nie wiedziałam.
Zapuściłam się więc w mroczne odmęty internetu, dryfując zarówno przez rafy kolorowe i bajeczne, jak i przez szlam, kał, żyburę. Doznałam nawet rzeczy niezwykłej, bo swoistego cofnięcia w czasie. Kiedy blogi, o zgrozo, poza treścią… zapewne godną uwagi, szczególnie, iż mowa o jakimś starym rankingu Kominka. Dziś już nawet Kominek nie jest Kominkiem i pewnie tylko jacyś starzy, zarówno wiekiem jak i stażem, wyjadacze wiedzą, że przed Jasonem Huntem była era swojsko brzmiącego Kominka właśnie. Zresztą ja sama obracam się na codzień w kręgach kulturowych laików, wbrew w bólach – egzystencjalnych! – ukończonemu kierunkowi studiów, więc co ja tam wiem o popularności Kominków i Jasonów Huntów. Zatem, kontynuując przerwany wątek, cofnęłam się w czasie do takiego okresu, kiedy poza treścią nie było ładnych szablonów. Nie tyle co teraz, że aż miło popatrzeć, pozachwycać się designem logotypu, doborem kolorystyki, przejrzystością, no, ogólnie raj dla oczu parających się w swym życiu zawodowym grafiką właśnie.
Dałam się ponieść tej fali, tej rzece wezbranej, skacząc od bloga do bloga, od artykułu do artykułu. Na zewnątrz zaś las dał się ponieść pogodzie, potulnie spuszczając ciężkie od liści gałęzie pod smagającymi biczami deszczu. Za oknem, o natężeniu głośności dość sporym, wygenerował mi się tym samym biały szum.
I powiedzmy sobie szczerze, Damacjuszu, najwyraźniej takie dźwiękowe atrakcje z równą skutecznością działają na te nieco starsze od ciebie dzieci, bo matce twojej zaczęły się layouty zlewać w jedno i rozmazywać, a treści czytane wizualizować w umyśle tak odległym od stanu przytomności.
Aż nie wiem teraz, czy powinnam się na ciebie złościć, czy raczej być ci wdzięczną za to chapnięcie wszystkimi siedmioma zębiszczami w miejsce, wiesz, bardzo jednak czułe. Która to czynność, owszem, skutecznie mnie wybudziła.

Że chapnąłeś mnie przez sen, to wróciliśmy do punktu wyjścia. Wyjąwszy może odrętwienie ręki, na której, o nadobny, leżysz.
Czasu minęło niepostrzeżenie sporo, więc pewnie niedługo się obudzisz, prawda?

Ech, trudno. To wracam do lektury.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s