Wieczorne dylematy z Piórkiem w tle

– Wykopyrtłaś się? – zaskrzeczała jakże spostrzegawczo dziewczynka w typie Matyldy (na pewno nie była to bowiem Matylda, gdyż Matylda zwyczajnie nie skrzeczy. No nie i już.) – To otrzep kolanka i dyrdaj dalej!Niezwykle prawdziwym było to przekonanie, jednakże ja sama, rysując sobie takowe, przekonać się nim nie mogłam. Po części, tłumaczę to sobie, całą energię wysysa ze mnie moja absorbująca Latorośl. Która to, nauczywszy się raczkować i z niegasnącym zaciekawieniem wspinająca się na dwie zadnie kończyny przy różnego rodzaju nie zawsze po temu sprzyjających sprzętach, chwiejąc przy tym i nieco jeszcze niezgrabnie usiłując utrzymać względną równowagę, nie pozwala pozostawiać jej samej w pokoju na zbyt wiele długich minut. Jedna, druga, trzecia, czwarta, mamo, starczy! Nie zdążyłaś się załatwić? Peszek!

Nie, nie narzekam, nie jest mi z tym wcale jakoś źle, wręcz przeciwnie – fajnie jest obserwować postępy czynione przez tą małą Istotkę. Co nie zmienia faktu, iż po położeniu jej wreszcie na nocny odpoczynek, sama najchętniej zwinęłabym się w kłębek zaraz obok. A to jedyny moment, te kilka godzin do czasu, kiedy już naprawdę muszę iść spać i ja, aby zrobić coś co nie jest zabawą z Młodzieńcem, ni inną formą organizacji mu czasu. Wie o tym doskonale każda kobieta, która zaliczyła bycie mamą, szczególnie te, które w swej pogoni za tytułem debeściarskiej rodzicielki starały się wdrażać bliskościowy model rodzicielstwa.

Czarna Pantera, ubrawszy znudzony grymas oblicza, poprawiła się od niechcenia na fiołkowym szezlongu.

– Przepraszam, Kriss – wycedziła mrużąc zielone oczy – ale czy ty w ogóle zmierzasz do jakiejkolwiek puenty?

No ależ oczywiście, że tak! Cały ten przydługi wstęp ma niebagatelne znaczenie dla zrozumienia powagi sytuacji!

– Chyba prędzej służy chęci uzyskania rozgrzeszenia. Dążysz do zanudzenia interlokutora, w tym wypadku głównie mnie, bo Matylda, zdaje się, już przysnęła, celem ostatecznego usłyszenia, że w porządku, nie walcz, szkoda sił.

A jeśli rzeczywiście? To co? Czyż dyskusja z samym sobą nie ma zazwyczaj znamion utwierdzenia się w przekonaniu, iż postępuje się dobrze? Że wybrało się możliwie najlepiej w zaistniałej sytuacji?
No w każdym. Z jednej strony godziny wieczorne, te zawarte w nawiasie pomiędzy oddaniem Damoklesa Morfeuszowi, a położeniem własnej koronowanej na poduszce mają tę irytującą przypadłość, iż mieszczą bardzo niewiele. Bądźmy szczerzy: mieszczą absolutnie za mało. Codziennie więc od nowa toczę walkę na argumenty, stając przy kuchennym blacie celem przygotowania sobie czegoś zjadliwego na kolację. Nie, bynajmniej mój wybór nie dotyczy jedzenia. To przecież zazwyczaj samo wskakuje do rąk. Gdybam więc intensywnie, a doradcami moimi Głód i Zmęczenie: ogarnąć kuchnię i przygotować jakieś obiadki na jutro? Czy może jednak pokusić się o udział w Biedronkowym konkursie na ilustracje? A może po prostu ciapnę z tym talerzem przed tabletem i zabiję kilka cennych minut w odmóżdżającej gierce? Wszak należy mi się odrobina luksusu po całym dniu bycia perfekcyjną mamunią! Albo może najlepiej obejrzeć wspólnie z szanownym Małżonkiem jakiś film (przy którym pewnie zasnę po góra kilkunastu minutach. Gdzie podziały się te czasy studenckie kilkugodzinnych filmowych maratonów?)?

No bo Biedronka ogłosiła trzecią już edycję konkursu – Piórko 2017 – na książkę dla dzieci. Konkursu de facto podwójnego – najpierw dla literatów amatorów na tekst bajki, później dla różnego autoramentu grafików na ilustracje do tegoż. Konkurs nie byle jaki, bo i nagroda zacna – po 100 000 zł (tak, dobrze napisałam, sto tysięcy) dla zwycięzcy każdej z jego części. W dwóch poprzednich edycjach stanęłam mężnie w szranki konkurencji dla ilustratorów. Ze skutkiem łatwym do przewidzenia. W tym roku też niby chciałam. No właśnie: niby. W tym roku sytuacja moja życiowa jest bowiem zgoła odmienna no i właśnie tego czasu na bazgrolenie jakoś nie staje. A i zapał w godzinach wieczornych, jako się rzekło, ledwo zipie.

Więc, tak jakby, się WYKOPYRTŁAM. Czasowo. Zapałowo. Wenowo. I tylko piszczy mi cały czas z tyłu głowy, tonem wysokim, wdzierającym się w trzewia i wiecznie żywą pamięć o wiszącym nad głową do spłacenia kredycie, hasło: „Sto tysięcy! Sto tysięcy!”
A zatem: obiad na jutro, czy szansa, choćby i nikła, na sto tysiaków?

Reklamy

2 myśli na temat “Wieczorne dylematy z Piórkiem w tle

  1. I co wybrałaś? Konkurs brzmi świetnie, szczególnie dla kogoś, kto faktycznie ma talent.

    Co do bycia mamą, to widziałam świetny obrazek mówiący o tym, że to, co kiedyś byłoby dla nas karą, teraz brzmi jak nagroda: wcześnie do łóżka, żadnych imprez w weekend 😛

    Polubienie

    1. Wybrałam… dziecko 😉 Jest nadzieja, że za rok będzie czwarta edycja konkursu i wtedy dam radę jakoś wszystko razem ogarnąć.

      Co do macierzyństwa – racja. Aż się dziwię, że tak jest 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s